Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2016

10. Jestem

Jestem. I jeszcze zamierzam być.

Jestem. Może inna, może zbyt zwyczajna. I niektórym może się to nie podobać. 
Bo nie uśmiecham się do każdej mijanej osoby. Bo zamiast radiowego shitu, wolę emocjonalne, stare piosenki. Bo nie potrzebuję zbyt dużo osób wokół siebie. Bo wolę nie być w czyimś życiu, niż być na chwilę. Bo lubię wychodzić z domu sama. Bo od mocno zakrapianej alkoholem imprezy, wolę spokojny wieczór w domowym zaciszu. Z herbatą i dobrą książką w ręku. Bo nie piję kawy w pracy. Bo nie rozmawiam o byle z czym, z byle kim. Bo nie lubię głośnych kobiet. Bo nie lubię namawiania, gdy czegoś nie chcę. Bo zadzieram nosa, milcząc. Bo wciąż wierzę, że dobro zwycięża. Bo mam trzy osobne gąbęczki, do blatu, kuchenki, do naczyń. Bo nie znam wiodących, najdroższych marek odzieżowych. Bo nie umiem pływać, bo nie lubię szwędać się po pubach. Bo lubię się wyspać. 
Bo jestem sobą. 
 
image.jpeg
 

Gdybym była zawsze taką osobą, jaką jestem w samotności lub wśród bliskich osób, byłabym chyba bardziej lubiana. Jednak nie o to chodzi, by być lubianym przez wszystkich. A być sobą. 

Nic na siłę. Wszystko dla siebie. Pod tym względem przyda się trochę, a nawet więcej egoizmu. Powinniśmy być w centrum swojego świata. W zgodzie ze sobą, mieć gdzieś w tyle to, co mówią inni. Ich szydercze, ciche uśmieszki, spojrzenia zawistne, niedojrzałość, potrzebę bycia lepszym, sprawiania innym przykrości, bo nie są tacy jak oni by chcieli. Jedno mamy życie i grunt to iść przez nie po swojemu, bo nikt za nas nie przeżyje...

 

 

niedziela, 28 sierpnia 2016

Piąty - "Jedna Noc"

1 maja, niedziela



Poczułam się dziwnie gdy obudziłam się o świcie i usłyszałam tylko oddech Karola. To zaledwie dwanaście godzin, a ja już tęskniłam za córką. Wygramoliłam się z łóżka czując, że w buzi mam Saharę po wczorajszym winie, ale nim mi się to udało, Karol złapał mnie za rękę.
- Hej, masz okazję pospać dłużej. Dokąd idziesz?
- Po wodę – szepnęłam i po chwili byłam z powrotem w łóżku. 
Wtuliłam się w jego ramię starając się znowu zasnąć. I gdy przypomniałam sobie jak wyglądała nasza wczorajsza kolacja i reszta wieczoru mogłam stwierdzić, że coś się poprawiło. Coś, ale nie wszystko. Miałam wrażenie, że coś nie grało, czegoś brakowało. Nawet teraz, gdy przez sen cmoknął mnie w szyję. Wieczorem mój żołądek wielokrotnie wykonywał salta pod wpływem jego spojrzeń i zmysłowego dotyku. Momentami czułam się jak nastolatka, zauroczona nowo poznanym chłopakiem. Nowo poznanym, odkrytym, a jednak obcym.
Chciałam zasnąć, żeby nie myśleć. 
Za parę godzin zaczynamy nowy dzień. Odbierzemy Blankę i jedziemy nad jezioro lub na piknik majowy. Jak normalna rodzina. 
Nie chciałam niczego popsuć nadmiarem myśli, które jak szalone kłębiły się w mojej głowie. 



Wysiadłam z samochodu czując jak trzęsą mi się ręce. Nie prowadziłam odkąd zdałam prawo jazdy w wieku dwudziestu lat. A więc od czterech lat. 
Okazało się, że dwa piwa, które Karol wypił na pikniku pod słońcem działały jak gdyby wypił ich dwukrotnie więcej. Musiałam wsiąść za kółko, co było chyba tak samo niebezpieczne jak po alkoholu. Na samą myśl, że z tyłu siedzi niewinna Blanka i mój podchmielony mąż, stresowałam się jeszcze bardziej. Mimo, że od domu dzieliło nas jakieś 20 kilometrów.
Jednak dojechaliśmy. 
Karol zatoczył się i zniknął za drzwiami. Najpierw zaniosłam Blankę do domu, a potem wyjęłam koc i stary kosz wiklinowy z bagażnika, w którym babcia kiedyś nosiła zakupy. Byłam zła, bo dzisiejszy dzień w niczym nie przypominał wczorajszego. Karol nie karmił mnie truskawkami, które zresztą były bez smaku, a ja popijałam je oranżadą, a nie słodkim winem. Za to on delektował się smakiem piwa i słońca, prawie w ogóle nic nie mówiąc. Kilka razy musnął mnie dłonią po policzku, co owszem, było miłe, ale liczyłam na więcej. 
Teraz leżał na kanapie w salonie szukając czegoś sensownego w telewizji, decydując się ostatecznie na kreskówki w Disney Junior. Po chwili zasnął  od czasu do czasu pochrapując. Czułam do niego tylko i wyłącznie pogardę. Tak łatwo potrafił zatrzeć to, co dobre.  
Przygotowałam dla małej mleko i patrzyłam jak siłowała się ze mną by utrzymać butelkę sama, jednak wciąż kierowała ją w dół, po czym wybuchała płaczem, bo mleko nie dostawało się do buzi.
Kiedy zorientowała się jak trzeba roześmiała się słodko. Karol zbudził się na ten dźwięk, patrząc z naprzeciwka na postęp małej.
- Zdolniacha – oznajmił wstając powoli z sofy.
Usiadł obok nas, ale zapach piwa był tak odrażający, że gdy wymieszał się z zapachem mleka wywołał u mnie odruch wymiotny. 
Wstał unosząc ręce do góry i wrócił na kanapę. 
- Nie wypiłem dużo.
- Sporo. Rzucając mnie na głęboką wodę i zmuszając do prowadzenia samochodu. Wiesz, że dawno nie prowadziłam, a już tym bardziej z Blanką.
- Przecież nic się nie stało – odparł oburzony – Dałaś radę!
Zaklasnął w dłonie, ale było w tym więcej ironii niż podziwu. 
- Chyba powinnaś być z siebie dumna, zamiast mieć pretensje.
- Może i tak – szepnęłam patrząc jak Karol znika w łazience, a potem wsłuchując się w szum wody pod prysznicem. Na chwilę zatrzymał się czas, a mnie przebiegły w głowie ostatnie dni. Nie było dobrze, ale dzisiaj to ja niepotrzebnie zapoczątkowałam spięcie. W dodatku zepchnęłam wszystko na wejście za kółko. 
Karol miał rację. Zepsułam nasz wolny wieczór.  Chyba przestałam już dostrzegać to co dobre. Nie mogłam powiedzieć, że się nie starałam, ale może nie robiłam tego wystarczająco dobrze. Westchnęłam głośno, po czym spojrzałam na stary zegar wiszący nad hebanową komodą. Zbliżała się dwudziesta, Blanka stawała się już markotna, a to znaczyło, że dzień na dworze ją zmęczył i szybko zaśnie. 
Czułam, że napięcie pomiędzy nami wraca. I to z mojej winy. Zmarnowałam nasz wieczór. Miałam tylko nadzieję, że gdy położę się w łóżku obok Karola, złe odejdzie. A jutro obudzimy się w tak samo dobrym nastroju jak dzisiaj. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Trzeci - "Jedna noc"

28 kwietnia, piątek




Wjechałem na autostradę czując, że zamknąłem kolejny rozdział w swoim życiu. Od domu dzieliło mnie jakieś trzydzieści kilometrów. Bagażnik zrobił się lżejszy po opróżnieniu pudeł. Zabawne, bo tak samo czułem się wewnątrz siebie. Lekko. Ale gdzieś w głębi wiedziałem, że postępuję egoistycznie. Przeszłość zawsze wraca i ja zdawałem sobie sprawę, że jeszcze nie raz będę musiał się z nią zmierzyć. Że szukam szczęścia, chcę zacząć nowe życie, a przecież ona wciąż jest. Owszem, otworzyłem nowy rozdział. Ale wciąż musiałem bazować na wydarzeniach z poprzednich kart.
Gdy oznajmiłem im, że wyprowadzam się do sąsiedniego miasta widziałem jak oszukują siebie samych i mnie twierdząc, że mam prawo ułożyć sobie życie. Ale widziałem też to spojrzenie, które mówiło mi, że jestem tchórzem. Zwyczajnie uciekam. Tak nie powinien postępować prawdziwy mężczyzna.
Tylko pytanie, jak powinien?
Nikt nie potrafił mi poradzić. Ja nie dawałem już rady, na początku wierzyłem w te dwa słowa: “będzie dobrze”. Po jakimś czasie przestałem. Stałem się na nie odporny. Wreszcie całkowicie wyeliminowałem je ze swojego zasobu słów.
Do czasu aż stwierdziłem, że nie mogę tak żyć zawsze. A raczej egzystować. 
Nowe miejsce, inni ludzie, praca w nocy. Uznałem, że tylko to mogło mi pomóc. I tak zrobiłem. Sprzedałem mieszkanie w centrum miasta, kupiłem dom na obrzeżach. Zmieniłem pracę i otoczenie.
Dziś oddałem jej rzeczy, które przywiozłem ze sobą. Po cholerę, nie wiem. A może po prostu nie chciałem ich wyrzucać bezmyślnie. Posegregowane, niezniszczone oddałem w ręce Klary. Chyba jedyna stała po mojej stronie. Albo tylko mi się wydawało. Nie wiem czy ktokolwiek był w stanie mnie zrozumieć. 
I choć odcięcie i udawanie, że jest w porządku wydawało się najlepszym sposobem, to i tak nie gwarantowało mi tego, czego szukałem. 
Zaparkowałem samochód pod domem i dopiero teraz poczułem jak bardzo zmęczony jestem. Udałem się do Klary zaraz po pracy. Brak snu i odpoczynku dawały się we znaki. Miałem nadzieję, że wreszcie zasnę bez niepotrzebnych myśli.
Home, sweet home...


piątek, 29 lipca 2016

Pierwszy - "Jedna noc"

Cześć! 
Dzisiaj startuję z zapowiedzianą nowością. Przed Wami pierwszy rozdział mojego opowiadania, które zaczęłam pisać gdzieś na początku tego roku. Póki co nie szukam sławy i rozgłosu, ale mam nadzieję, że zyskam wiele rad i wskazówek. Miłe bedą pozytywne słowa, a przede wszystkim konstruktywna krytyka. Zawsze, odkąd pamiętam, pisałam wiersze, wierszyki, piosenki, opowiadania i marzyłam o zostaniu pisarką. Życzyła mi tego nawet moja polonistka w szóstej klasie szkoły podstawowej. I to było potwierdzeniem moich umiejętności. Niestety, im więcej przedmiotów i nauki przybywało, tym mniej czasu miałam na pisanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że to co tworzę nie jest najwybitniejszym majstersztykiem, ale potraktuję tego bloga jak szufladę. I do niej będę pisać. Bo: 
"Jak zauważył Roger Zelazny, każdy może zostać powieściopisarzem – wystarczy, że najpierw napisze milion słów szajsu, żeby się nauczyć, jak pisać". - Charles Stross

Miłego czytania!


25 kwietnia, poniedziałek





Mrok w pokoju rozjaśniało wschodzące zza horyzontu słońce. Wstałam, lekko się chwiejąc by zasunąć żaluzje. Widok był piękny, ale nie chciałam żeby promienie słońca zbudziły Blankę – moją siedmiomiesięczną córcię, która przyszła na świat 28 października, 3 dni przed terminem. Kiedy po raz pierwszy trzymałam ją na rękach wiedziałam, że nic lepszego już mnie nie spotka i będę robić wszystko by była szczęśliwa, jak ja dzięki niej.
Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Blanka właśnie zasnęła i z uśmiechem na twarzy słuchałam jej spokojnego oddechu. Marzyłam o chociażby pięciu godzinach snu bez żadnej pobudki, bo od trzech dni spałam na raty. Blanka ząbkowała i najbardziej odczuwałyśmy to w nocy. I nawet, jeśli ona zasnęła na parę godzin, to ja nie mogłam. A gdy już mnie się udało, budził mnie jej płacz. Potrzebowałam maści dla niej, ale od godziny czekałam na odpowiedź od Karola – mojego męża od 15 miesięcy. 
Pobraliśmy się niedługo po tym, gdy dowiedziałam się, że jestem w pierwszym miesiącu ciąży. Nie planowaliśmy tego, ale za to szybko zaplanowaliśmy ślub cywilny. Może zrobiliśmy to zbyt pochopnie, ale uznaliśmy, że skoro dziecko w drodze to chyba najlepszy powód by zostać małżeństwem. Szybkie oświadczyny i stało się. Mimo, że znaliśmy się od roku, a parą byliśmy od ośmiu miesięcy. Nic nie sprawiło bym zastanawiała się nad powiedzeniem tak, ale gdyby oświadczył mi się dzisiaj nie wiem czy byłabym tak zdecydowana. A jeśli tak to tylko dla dobra dziecka, nie dla siebie. Dzisiaj on jest kimś innym niż piętnaście miesięcy temu. 
Wcisnęłam się w jasne dżinsy i włożyłam szarą bluzę na zamek z kapturem. Nalałam wody do dolnej części kawiarki, nasypałam dwie łyżki kawy i oparłam się o blat kuchenny. Miałam nadzieję, że postawi mnie na nogi. Czułam się i zapewne wyglądałam okropnie. Nie miałam czasu nawet spojrzeć w lustro, a może bardziej nie chciałam. Mimo wszystko nie traktowałam tego jak katastrofy. Wiedziałam, że z czasem opieka i wychowywanie dziecka będą mniej odczuwalne fizycznie, bo jeśli chodzi o psychikę, mogłabym przesunąć dla niej góry. 
Karol kończył pracę za półtorej godziny. Gdy kawa się zaparzyła wyszłam z filiżanką na dwór i przykucnęłam przy lekko otwartych drzwiach, jednocześnie nasłuchując czy Blanka się nie obudziła. Świeże powietrze podziałało na mnie jak dziesięć kaw, a świergot ptaków był jak muzyka relaksująca. Upiłam maleńkiego łyka i postawiłam filiżankę na schodku niżej. 
Wyjęłam telefon z kieszeni i połączyłam się z numerem męża. Abonent niedostępny. Pewnie nawet nie odczytał SMS-a, a wątpiłam by po powrocie do domu miał ochotę wracać na miasto do apteki. Przeklęłam pod nosem i po chwili usłyszałam nieznany mi, męski głos:
- Wszystko w porządku? 
Za niewielką furtką, na podwórku obok stał nasz nowy sąsiad, którego miałam przyjemność zobaczyć po raz pierwszy. Ubrany był w białą elegancką koszulę, z nonszalancko rozpiętym górnym guzikiem i ciemne, dżinsy. Na jego twarzy rysowało się zmęczenie, ale nie przeszkadzało to jego nieziemskiej urodzie. Czekoladowe włosy rozwiewał mu ciepły wiatr, a w stalowych oczach dostrzegłam zaciekawienie i coś w stylu troski. Dwudniowy, idealny zarost dodawał mu nonszalancji, a ja czułam się jakby patrzył na mnie najprzystojniejszy aktor Hollywood. 
- Tak – odparłam lekko zażenowana, bo nie wiedzieć, czemu zarumieniłam się. – W zasadzie to nie mogę się dodzwonić do męża. Jest w pracy, a pilnie potrzebuję maści na bolesne ząbkowanie dla córki - wzruszyłam bezradnie ramionami.
- Może mogę jakoś pomóc? Pojadę do apteki. Co trzeba?
Zaniemówiłam na chwilę, bo było to jednocześnie miłe i dziwne. Mogłam odmówić, ale naprawdę nie uwierzyłabym sobie mówiąc, że mój mąż wróci i ją kupi. Nowy sąsiad pewnie by uwierzył, ale ja straciłabym kilka godzin gdybym sama ruszyła na miasto, a musiałabym zabrać Blankę, bo przecież Karol musi się wyspać po pracy. Jakby kilkanaście minut było dla niego całym dniem.  Biedny, nie śpi w nocy. Ja za to wypoczywam na urlopie macierzyńskim i całymi dniami siedzę w domu opiekując się tylko dzieckiem. Tak to widział.
- Naprawdę? – zerknęłam na wyświetlacz telefonu, ale wciąż bez odzewu.
- Pewnie – uśmiechnął się lekko jednocześnie przypatrując mi się z zaciekawieniem.
Zapewne musiałam wyglądać ciekawie po tej nieprzespanej nocy, ale nie sądziłam, że mogę o tej porze spotkać kogoś na podwórku. Zresztą od jakiegoś czasu nie bardzo przejmowałam się tym czy mam makijaż na twarzy, czy oczy są zaczerwienione czy nie, po prostu nie miałam kiedy o tym myśleć. Choć akurat w tym momencie, żałowałam, że nie związałam conajmniej zmierzwionych włosów.
- Nie musisz jechać do pracy? – Spytałam, sądząc po porze i jego ubiorze.
- Wróciłem niedawno – teraz gdy to usłyszałam, dostrzegłam też senność w jego oczach.
- Więc na pewno jesteś zmęczony.
- To tylko chwila, w  drodze do pracy zawsze mijam aptekę czynną 24 godziny, nie zajmie mi to dużo czasu, a naprawdę chcę pomóc. Więc co mam kupić?
Podałam mu nazwę żelu zastanawiając się czy właśnie przed chwilą nie zasnęłam, a to wszystko to sen. Mogłoby się to wydawać dziwne, ale ostatnimi czasy moje życie było tak ubogie w jakiekolwiek zdarzenia i nowych ludzi, że cokolwiek się wydarzyło, nawet błahostka, o której nie pamięta się na koniec dnia, to dla mnie było to sensacją.
- A tak poza tym, to jestem Adam.
- Luiza, miło mi.
- Zaraz będę.
Wymieniliśmy się uśmiechami i nim się obejrzałam wsiadł w swoje czarne BMW, po czym odjechał. Na palcach podreptałam do sypialni i zajrzałam do łóżeczka, ale na szczęście Blanka spała spokojnie. Wróciłam na dwór z pieniędzmi za żel, czekając na pomocnego sąsiada. 
Wprowadził się tutaj zaledwie tydzień temu. Widziałam tylko vana od przeprowadzek i kilku mężczyzn wnoszących pudła do identycznie maleńkiego jak nasz, domku parterowego niczym amerykański bungalow. Do dzisiaj nie wiedziałam, kim są nasi nowi sąsiedzi. Choć nie wydawało mi się, by mieszkał z nim ktoś jeszcze. Dom był zbyt cichy. I nawet przez chwilę zastanawiałam się czy nie wprowadzili się tutaj ludzie bez głosu. Żadnych rozmów, śmiechów, szczekania psa, ani uciążliwego kota na parapecie, tylko dźwięk zamykanych drzwi samochodu. Rzeczywiście słyszałam je też przed czwartą, gdy wrócił z pracy. Ciekawiło mnie, czym się zajmował. Gdyby oceniać po wyglądzie, pewnie był modelem albo aktorem. Z drugiej strony gdyby pracował w tych branżach nie wprowadziłby się na spokojne, zwyczajne osiedle małego miasta. Do domu starszego niż on sam bez widoku na morze albo coś równie wyjątkowego. 
Jednak znając moje tendencje do idealizowania ludzi, wyobrażenie, że zamieszkał obok mnie ktoś niezwykły, nie były prawdziwe. To moja kolejna bajka, byleby coś działo się w tej okolicy, w której z każdym dniem czułam się coraz bardziej zamknięta.
Szczęśliwa i jednocześnie zaniepokojona. Nie tak wyobrażałam sobie życie po urodzeniu dziecka. I nie chodzi mi o nieprzespane noce, o płacz budzący mnie ze snu, o stres, nowe obowiązki. Lecz o to jak zmieniły się moje relacje z mężem. Jak szybko się od siebie oddaliliśmy, jak mało czasu sobie poświęcaliśmy, o jego chłód, obojętność i brak czułości, troski i zainteresowania.
Gdy nowy sąsiad wysiadł z samochodu i ruszył w moim kierunku miałam ochotę zaprosić go na kawę. Miał w oczach tyle dobra i ciepła, że odpędzenie tej myśli było naprawdę ciężkie. Jednak pomyślałam, że może to zbyt wcześnie, a poza tym Karol powinien być w domu za godzinę. Nie chciałam scen. Podziękowałam tylko i wręczyłam pieniądze.
- To drobiazg - machnął dłonią i zrobił kilka kroków, po czym odwrócił się. - Być może kiedyś i ja będę potrzebował pomocy.
- W porządku - zgodziłam się z niechęcią. - Ale jeśli nie nastąpi to w ciągu tygodnia, zapraszam na kawę.
Uśmiechnął się przytakując.
- Ok, w takim razie do widzenia. 
Gdy zniknął za drzwiami swojego domu poczułam lekki niedosyt. Sądziłam, że trochę porozmawiamy. Dowiem się o nim czegoś, a jednocześnie zaspokoję potrzebę przebywania w towarzystwie nowych ludzi. Choć w sumie czego mogłam oczekiwać, był po pracy i mimo swojej uprzejmości, napewno marzył o położeniu się do łóżka. 
Naprawdę zaczynałam czuć się jak odludek. Byłam skazana tylko na męża, nawet moja matka jakby mniej mnie odwiedzała. Gdy byłam w ciąży przychodziła niemal codziennie przed albo po pracy, tak, że czasem miałam jej dosyć. Teraz, gdy bardziej potrzebowałam jej pomocy, nie było jej tak często jakbym chciała. A moja najlepsza przyjaciółka była ostatnio zbyt zajęta przygotowaniami do ślubu i chyba nie mogłam mieć jej za złe, że ma dla mnie mniej czasu. 
Cieszyłam się z każdej sekundy spędzonej z córką jednak potrzebowałam od czasu usłyszeć:  jesteś dzielna, jesteś dobrą matką, jestem z ciebie dumny.