Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 września 2016

9. Kryzys i o Wattpadzie słów kilka

Ok. Ja wiem, że nie jestem najlepszą pisarką. O ile nawet mogę się tak nazywać. Przez jakiś czas publikowałam tutaj swoje opowiadanie. Przez chwilę nawet byłam z siebie dumna, że je opublikowałam. Pominę fakt, że ostatnie miesiące były dla mnie trochę depresyjne, co sprawiło, że wykreowałam postać jakiej nie chciałam. I nie uraził mnie żaden komentarz, za wiele ich nie było. Jeden tylko utwierdził mnie w tym, że moja bohaterka jest STRASZNA.


Jednak, czarę goryczy przelała platforma z opowiadaniami Wattpad. To miejsce, gdzie za darmo można czytać i publikować swoje dzieła. Super! I ja tak myślałam zakładając tam konto. Najbardziej cieszył mnie fakt, że poczytam za darmo. Zobaczę opowiadania innych początkujących osób. 

Zanim natknęłam się na jakieś w miarę dobre, interesujące opowiadanie, musiałam przebić się przez chłam. Dosłownie. Na początku to było śmieszne. Ciągle kategorie fun fiction, fantasy, o wampirach, wilkołakach itp. No dobra, nie moje klimaty, ale... Te opowiadanie głównie są żenujące. 
Do rzeczy.
Napisane są głównie przez osóbki w wieku od 13-15 i, UWAGA, zawierają wulgaryzmy i treści 18+. Normalka, prawda? 😱
sorry love funny reaction food

Główni bohatrowie takich opowiadań to idole tych dziewczynek, ale w innym wcieleniu. Na przyklad Harry Styles - szef korporacji, Zayn - wilkołak. Poznają biedne dziewczynki i je wykorzystują. Głównie seksualnie. Ja się nie dziwię, że tym sławnym chłpakom odpierdziela albo popadają w depresję, oni po prostu musieli przeczytać któreś z tych opowiadań. Ale mam nadzieję, że nie. 
Po drugie - te opowiadania zazwyczaj nie zawierają żadnych znaków interpunkcyjnych. A o masakrycznych błędach już nie powiem. Bo oczywiście, pisarz ma prawo popełniać błędy, od tego jest korekta.  Ale nie w każdym słowie i nie TAKIE. 
Po trzecie - ten świat nie zmierza w dobrym kierunku. Ok, kiedyś też wzięłam książkę mamy i czytałam ją z wypiekami na twarzy, bo trafiłam na Danielle Stelle. Ale uważam, że new adult nie powinna być sprzedawana dziewczynkom do lat 18. Nie mówię już o tym do jakich miejsc w sieci mają dostęp dzieciaki, gdy rodzice tego nie pilnują. Jednak gdy owa trzynastolatka opisuje scenę seksu w tak wulgarny sposób, w jaki chyba nawet nie śmiałby opisać dorosły facet, to sorry, ale ja mam dość. 
Przypomniałam sobie, jak w szóstej podstawówce, na lekcji języka polskiego zadano nam napisanie opowiadania. Nie pamiętam już czy tematyka była dobrowolna, ale moje wypracowanie było o dziewczynce spacerującej po lesie, która spotyka leśnego skrzata. Ten zaś opowiada jej o ich magicznym świecie. A teraz co napisze trzynastolatka? Historię o Harrym i ich pierwszym razie...
Rodzice, sprawdzajcie komputery swoich dzieci, proszę!!!
Po czwarte, uważam, że jeżeli istnieje taki portal, to powinien mieć on jakiś poziom. Jakieś wymagania. A nie szalej dusza. Bo tych pożal się opowiadań nie powinien zobaczyć nawet kosz na śmieci.
Wiem, że mamy wolność słowa, że od czegoś trzeba zacząć. Pewnie czytając dziś swoje opowiadania, napisane w wieku trzynastu lat, turlałabym się ze śmiechu po podłodze. Ale nie paliłabym  się ze wstydu. 
Naprawdę, mój świat runął. Bo wiem, dziś seks sprzedaje się najlepiej, ale czy warto w to wciągać biedne dzieci? 

Czy może ktoś z Was zna podobne strony jak Wattpad? Czy może powinnam sobie dać spokój z czymś takim, zostać na blogu i podejść do sprawy na poważnie? 
Dziękuję, dobranoc.

piątek, 9 września 2016

Siódmy - "Jedna noc"

5 maja, czwartek




Zbliżała się trzecia nad ranem. Za chwilę kończyłem pracę. Wpatrywałem się w ciemność za oknem. Moje życie wydawało się być coraz bardziej żałosne.
Uciekłem. Niech im będzie, że mają rację.
Czułem, że zaczynam dobrze. Ale przecież nie planowałem tego, kto znajdzie się obok. To chyba jedyne na co nie miałem wpływu. Liczyłem na to, że kogoś poznam, kiedyś. Może nie tak szybko. Nie sądziłem, że będzie to ktoś taki jak ona.  Ani, że stanie się to zanim to wszystko się skończy….
Zastanawiałem się tylko, dlaczego na to pozwalam. Wychodzę na dwór, chociaż nie mam ochoty podnieść się z łóżka. Jednak wiem, że inaczej bym jej nie zobaczył. Zbliżam się, chociaż wiem, że przy niej nie umiem myśleć racjonalnie. Patrzę w jej oczy, bo  widzę w nich ukojenie, ale jednocześnie moją przegraną, bo to nie jej oczy powinny być dla mnie oazą spokoju. To kiedyś się skończy i nie sądzę, że zakończenie będzie dobre. Jednak to jak nałóg. Daje przyjemność i stwarza pozory bycia szczęśliwym, jednocześnie prowadząc ku porażce.  
Gdy wczoraj rano zbudził mnie telefon od ojca, który wyraźnie zapomniał, że czas w Polsce i Kanadzie różni się znacznie i zobaczyłem ją przez okno pijącą kawę na drewnianej huśtawce zupełnie odruchowo zakończyłem rozmowę z ojcem i wyszedłem na dwór. A gdy patrzyłem przez chwilę w jej zielone, kocie oczy czułem się jak nastolatek. Jakbym się unosił. A potem uświadomiłem sobie, że te oczy nie należą do mnie.
Bo oczy, które należały do mnie zamknęły się i są teraz niczyje. Już nawet nie wiem czy wyglądały tak jak te, które czasem patrzą na mnie w śnie.
Szukałem szczęścia. Nowych par oczu, które dadzą mi ukojenie po ciężkim dniu. Natknąłem się zupełnie przypadkiem na takie, ale one nie mogą mi dać niczego.
Poczułem się dziwnie, gdy wczoraj opowiadała mi o udanej kolacji z mężem. Mógłby nazywać się szczęściarzem, ale chyba nie zdawał sobie z tego sprawy, jaki skarb posiada. I może znałem ją zbyt krótko, ale byłem pewien, że jest wartościową, dobrą kobietą. W każdym jej słowie, uśmiechu było coś, że chciało się przy niej być, słuchać jej, patrzeć na nią. A ona tego potrzebowała. Ja jednak mogłem dać jej namiastkę tego, co mógłbym i chciałem jej dać.
Przyciągała mnie i podążyłbym za nią ślepo, pewnie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ani z konsekwencji.
Wybiła trzecia. Opuściłem budynek i wsiadłem do samochodu.
Nie powinienem był tyle o niej myśleć. To tylko pogłębiało to uczucie, którym ją darzyłem, a którego nie potrafiłem nazwać. Wiedziałem jedynie, że czułem za dużo i to mnie przerażało...




9  maja, poniedziałek

To miał być tylko powrót do formy po ciąży. Wprawdzie ostatnie dni były nieco zimniejsze niż podczas długiego weekendu majowego, lecz nie sądziłam, że półgodzinny bieg w piątkowy wieczór po okolicy skończy się bólem gardła, katarem i podwyższoną temperaturą. Pomyślałam, że może nasze relacje z Karolem ochłodziły się ze względu na zmianę mojego ciała. Wprawdzie nie ucierpiało ono tak bardzo, ale mój brzuch nie był tak płaski jak kiedyś. Może to było głównym powodem unikania zbliżeń. Choć wydawało mi się to głupie i niedojrzałe, jednak coś musiało być na rzeczy. Bo jego zmęczenie po pracy, jako wymówka już na mnie nie działała. Może zwyczajnie przestałam się mu podobać?
Całe szczęście Blanka była odporna na moje kichanie i zarazki, a dzisiejszy poranek zaczął się już niewątpliwie lepiej. W domu panowała cisza, Karol był w pracy. Przeziębienie odpuszczało, ale wciąż byłam osłabiona. Mleko z czosnkiem i miodem pomogło mi wrócić do żywych. Jako matka, nie mogłam sobie przecież pozwolić na takie występki jak przeziębienie, a już, co gorsza, na leżenie w łóżku. Choć najchętniej bym z niego nie wychodziła, jednak Karol uważał to za karygodne. Liczyłam na to, że wykaże odrobinę troski i zajmie się Blanką, a mnie pozwoli w spokoju wyzdrowieć. Przeliczyłam się jednak.
Gdy w sobotę rano zobaczył mnie na sofie pod ciepłym kocem z milionem zużytych chusteczek i paczką tabletek na przeziębienie obok, a Blankę samą w łóżeczku ze swoimi zabawkami, zdenerwował się przynajmniej tak jakbym zostawiła ją samą w domu. Mimo, że obserwowałam ją poprzez kamerkę i nic jej nie groziło. Zarzucił mi, że jestem nie odpowiedzialna używając jeszcze setki różnych epitetów, po których czułam się jak zła i okropna matka.
A przecież nie powinnam była mieć ani grama wyrzutów sumienia. To z nim było coś nie tak, a nie ze mną.
Słońce nieśmiało przebijało się zza chmur i gdy około południa temperatura podskoczyła do góry, postanowiłam wyjść z Blanką na dwór.
Ubrałam czarne legginsy, ciepły sweter w malinowym odcieniu i czarną ramoneskę. Przejrzałam się w lustrze. Większość osób zachwycała się moją figurą zaraz po ciąży, dzisiaj było o wiele lepiej, więc opcja, że po prostu moje ciało nie podoba się Karolowi była bezsensowna. Westchnęłam i wyszłam na dwór najpierw znosząc wózek Blanki, a potem wróciłam po córkę i trzymając ją na rękach patrzyłam z uśmiechem na twarzy jak mała cieszy się z wyjścia na zewnątrz.
- Wreszcie słonecznie – usłyszałam na podwórku obok i widząc sąsiada z kubkiem kawy i książką uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Dzień dobry – przywitałam się wsadzając małą do wózka. Zauważyłam, że wymienił plastikowy stół na wiklinowy komplet z dwoma krzesłami o niebieskich poduszkach.
Przytaknął głową przyglądając mi się z zaciekawieniem. Pomyślałam, że chyba po raz pierwszy widzi mnie ubraną w coś innego niż szary dres lub inne ciuchy, w których zapewne wyglądałam mniej kobieco. No i nie miałam też niedbale zaczesanych włosów.
- Wybieracie się gdzieś?
- Mały spacer po okolicy.
Nim się zorientowałam dołączył do nas, stwierdzając, że w zasadzie też ma ochotę na spacer.
                
    
- Nie masz nic przeciwko?
Miałam. Nie sądziłam, że to dobry pomysł, mimo że to nic złego, jednak z jakiegoś powodu nie potrafiłam mu odmówić.
Uśmiechał się tak rozbrajająco, słońce sprawiało, że wszystko wydawało się o wiele łatwiejsze, lecz świeży powiew wiatru uświadomił mi, że wciąż jestem jeszcze osłabiona i w dodatku niewyspana.
- Nie. Zawsze to raźniej – oznajmiłam.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Ostatnio tylko dopadła mnie grypa i wciąż czuję się słabo.
- Mogłaś założyć szal, wbrew pozorom nie jest tak ciepło.
Zerknęłam na jego popielate szorty do kolan i t–shirt polo z długim rękawem. Powstrzymując się od śmiechu odparłam z udawaną pretensją w głosie:
- I kto to mówi?
- Jestem wyhartowany. Dużo biegam, choć nie ostatnio. Biegam zazwyczaj wtedy, gdy mam gorsze dni – roześmiał się.
- Czyli u Ciebie jak najbardziej ok?
- Jak nigdy dotąd – odpowiedział, choć odniosłam wrażenie, że w jego głosie zabrzmiała ironia.
- To znaczy, że do tej pory nie było za dobrze?
Wzruszył ramionami, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.
- Średnio.
- Co było nie tak?
- Wiele rzeczy.
- Na przykład?
Dobry humor zniknął z jego twarzy. Wiedziałam, że jest coś o czym wiem. A nawet wiele rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Jego przeprowadzka mogła wyglądać zwyczajnie dla naszych sąsiadów, jednak dla mnie ewidentnie była ucieczką od reszty świata. Pracował w nocy, rzadko wychodził z domu. Choć bardzo go polubiłam, zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego jak mało go znam, a jego lakoniczne odpowiedzi zaczynały mnie drażnić. Zdecydowanie wolał rozmawiać o mnie i o moim życiu. A ja wciąż nie miałam odwagi, by wprost zapytać, co było przyczyną jego przeprowadzki.
- Każdy z nas podejmuje decyzje, których żałuje. Błędy młodości, zgiełk dużego miasta zabierający czas, zabijający uczucia. Niepowodzenie w miłości. Wszystko to sprawiło, że znalazłem się tutaj i wiem, że jestem w dobrym miejscu. Że mogę zacząć od nowa.
Choć powiedział tak wiele, wciąż nie wiedziałam nic.
- Dlaczego wam nie wyszło? – Spytałam cicho, patrząc jak Blanka wpatruje się sennie w chmury.
- Po prostu nie było nam pisane spędzić razem resztę życia.
Przytaknęłam tylko głową, poddając się. Nie zamierzałam być zbyt ciekawska tak samo jak on nie zamierzał być zbyt wylewny. Zmieniłam zdanie, że chce wiedzieć o nim więcej niż wiem. Czułam się przy nim dobrze i to wystarczyło.
- Chyba pora zawrócić do domu, Blanka zasypia. Ja też chętnie bym się zdrzemnęła.
- To masz ku temu okazję – odparł, po czym skierowaliśmy się w stronę domu.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Blanka mało śpi popołudniami, a obawiam się, że gdy już zasnę ciężko będzie mnie zbudzić. I po zbyt krótkiej drzemce będę czuć się jeszcze gorzej.
- To widać. Wyglądasz na wyczerpaną. Ale mam pomysł.
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. Po jego melancholijnym nastroju nie było już śladu, uśmiechał się przyjaźnie. A kiedy zaproponował, że zajmie się Blanką na dwie godziny, a ja mogę w tym czasie naładować baterie ucinając sobie długą drzemkę, nie potrafiłam mu odmówić. Może dlatego, że brzmiało to bardziej jak twierdzenie aniżeli propozycja. 
Przyniósł ze sobą książkę, którą wcześniej zostawił na stole, a ja pokazałam mu jak przygotować mleko dla Blanki, gdy się zbudzi. Oczywiście próbowałam go przekonać, że będzie w porządku jeśli zawoła mnie gdy tylko mała wstanie, jednak on uważał, że potrzebuję co najmniej godziny regeneracji. Nie sprzeczałam się, tylko na jego prośbę pokazałam mu co i jak zrobić.
Gdy przymknęłam drzwi od sypialni poczułam się nieswojo. Nie dlatego, że zostawiłam córkę z Adamem, ale dlatego, że świadomość bezstresowej drzemki dawno mi nie towarzyszyła. Bałam się, że Karol wróci wcześniej z pracy albo ja zasnę zbyt twardo i nie obudzę się do jego powrotu. Na pewno byłby zły widząc, że zostawiam córkę z obcym człowiekiem. Dla niego obcym. Choć w zasadzie wcześniejszy powrót do domu nie wchodził w grę. Dałabym sobie uciąć rękę, że nawet gdyby skończył pracę wcześniej i tak wróciłby do domu o normalnej porze.
Przez chwilę jeszcze myślałam o nowej dla mnie sytuacji i o tym, że wiem, iż pomoc Adama jest bezinteresowna. Uświadomiłam sobie, że to moment, kiedy powinnam skupić się tylko na sobie, bo wreszcie mam ku temu okazję. A więc zrobić to, czego potrzebuję najbardziej.
Zasnęłam.

Kiedy otworzyłam oczy poczułam jak bardzo chce mi się pić. Spojrzałam na zegarek. 14:03. Dwie godziny do powrotu Karola. Podniosłam się i zerknęłam do lustra. Czułam się lepiej, sen mi pomógł. Jednak nie wyglądałam lepiej. Oczy miałam jakby bardziej podpuchnięte, na twarzy zrobiłam się bledsza. Upiłam trochę wody niegazowanej stojącej tuż obok łóżka i upięłam włosy w luźny kucyk.
Na palcach podreptałam do drzwi i gdy weszłam do salonu zobaczyłam jak Adam siedzi na sofie trzymając Blankę na rękach i patrząc jak mała dzielnie trzyma sama butelkę w rączkach kończąc już mleko.
Zauważył mnie uśmiechając się lekko.
- Nie dawno się obudziła.
Spodziewałam się, że po przebudzeniu, Blanka może z płaczem zareagować na obcą przecież dla niej twarz. Jednak widocznie poczuła się bezpieczna mimo mojej nieobecności. Czasem, gdy rankiem to Karol wstawał wcześniej by wziąć ją do łóżka, nie przestawała płakać dopóki nie znalazła się obok mnie.
Usiadłam obok czując jak do oczu napływają mi łzy. Tak rzadko widywałam mojego męża karmiącego naszą córkę, spędzającego z nią czas. Bo kiedy już to robił widziałam na jego twarzy poczucie obowiązku, zero przyjemności z chwili. Nie licząc pierwszych tygodni po urodzeniu Blanki. Wtedy jeszcze byliśmy szczęśliwą rodziną. A przynajmniej tak to wyglądało. Naciągnęłam rękawy swetra na dłonie mając nadzieję, że moje rozklejenie szybko minie.
- W porządku? – Spytał cicho.
- Tak – odparłam, a Blanka na dźwięk mojego głosu podniosła główkę i upuszczając butelkę wyciągnęła rączki ku mnie. Wzięłam ją do siebie przytulając do ramion.
Adam patrzył na mnie uważnie, a ja miałam ochotę rozpłakać się jeszcze bardziej, a co gorsza wtulić się w jego ramiona. Totalnie się rozkleiłam.
- Na pewno? – Dopytywał. – Posmutniałaś.
- To wszystko dlatego, że chciałabym częściej widywać mojego męża w takich sytuacjach. Czasem czuję się jakbym mieszkała tutaj sama z Blanką – odparłam po dłuższej chwili. Wahałam się przez moment czy powinnam mu cokolwiek mówić. Jednak ufałam mu, wiedziałam też, że nie uwierzy w kolejne tak.
Adam pochylił głowę i uniósł butelkę z podłogi kładąc ją na stolik. To zadziwiające, że nie potrzebowałam od niego żadnych słów pocieszenia, bo wystarczyło, że po prostu był obok.
- Powinnam zająć się obiadem – oznajmiłam kładąc Blankę w łóżeczku i całując w czoło. – Dziękuję za pomoc.
Adam wciąż siedział na kanapie i patrzył na mnie troskliwie. Miałam wrażenie, że chce mi coś powiedzieć. Jednak chyba wolałam niczego nie słyszeć, cokolwiek to było.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Mam nadzieję, że czujesz się lepiej.
Przytaknęłam patrząc jak wstaje i kieruje się ku wyjściu.
- Luiza – odwrócił się zatrzymując dłoń na klamce. – Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Gdybyś potrzebowała rozmowy, albo opiekunki. Służę pomocą – na jego twarzy widniała powaga, a jednocześnie pożegnał mnie tak przyjacielskim uśmiechem, że wiedziałam, że mówi prawdę.
Usiadłam patrząc jak Blanka bawi się maskotką Myszki Miki. I choć Adam wyszedł chwilę temu miałam wrażenie jakby zostawiając mi dobre słowa, zostawił też cząstkę siebie.
Zerknęłam na stolik. Zapomniał książki. Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi. Ciekawa pozycja, pomyślałam odkładając książkę na regał obok innych książek tak by została niezauważona przez mojego męża.

To dobry powód by złożyć jutro Adamowi wizytę o ile sam nie przypomni sobie, że ją zostawi i zapuka do moich drzwi by ją odzyskać. Miałam jednak nadzieję, że nie. Pomyślałam, że mam ochotę na ciasto czekoladowe. Oddanie książki i odwdzięczenie się za pomoc w opiece nad Blanką w postaci słodyczy była całkiem dobrym pomysłem na jutrzejszy poranek. Zresztą i mnie przyda się trochę słodyczy.

piątek, 19 sierpnia 2016

Czwarty - "Jedna noc"


30 kwietnia, sobota 




Marta wparowała do domu z pudełkiem moich ulubionych pączków z kolorową posypką cmokając mnie na przywitanie w policzek, po czym wyjęła małą z chodzika i wykonała niezbyt zgrabny samolot, na którego widok o mało nie padłam na zawał.
- Przed chwilą jadła, uważaj, jeśli nie chcesz żeby twoja czarna sukienka była biała – roześmiałam się, a Marta przewróciła oczami.
- Spierze się, ale już jestem spokojna. Ciocia tęskniła za kruszynką – usadowiła Blankę z powrotem w chodziku i zaczęła stroić głupie miny. Mała była wniebowzięta. W końcu ktoś pozytywny w domu. Choć chyba bardziej niż wygłupy, cieszyły ją płomienne rude włosy ciotki.
- Jak w pracy? – spytałam wyjmując zakupy na dzisiejszą kolację, które po drodze zrobiła dla mnie przyjaciółka.
- Dobrze. A u ciebie, dajesz radę z tym małym aniołkiem?
- Pewnie. 
- A jak się sprawy mają z Karolem?
- Też dobrze – powiedziałam odnosząc wrażenie, że nie spytała z grzeczności. Przyjaźnimy się  od lat i zapewne domyśliła się, że w tym wszystkim nie chodzi tylko o kolację z mężem. A raczej mogła dostrzec to w moich oczach i sposobie zachowania. Choć bardzo się starałam trzymać dobrze, wciąż byłam przygaszona.
Odwróciła się patrząc na mnie mało przekonana w to, co słyszy. Zignorowałam ją, bo wiedziałam, że wrócimy do tematu.
- Sądziłam, że uda mi się zostawić Blankę z mamą, ale ma dzisiaj dyżur w szpitalu.
- Oj, wiesz, że dla mnie to nie problem. Jesteśmy jak siostry – wręczyła małej żółty gryzaczek w kształcie słoneczka i podeszła do mnie. -  Wiem, że ostatnio mało się widujemy, ale biorę nadgodziny w pracy i powoli rozkręcam przygotowania do ślubu.
- Szkoda, że nie mogę ci przy tym pomagać od początku tak jak na druhnę przystało.
- Wiesz, że jeszcze przyjdzie na to czas – szturchnęła mnie w ramię. – Ale wracając do tematu. Jest coś o czymś chcesz mi powiedzieć?
Jej przenikliwe spojrzenie sprawiło, że zmiękłam. Czułam się przez chwilę jak wtedy, gdy ukrywałam przed mamą pierwszą jedynkę z matematyki, o której dowiedziała się od wychowawczyni, a mimo to czekała aż sama jej powiem. Odłożyłam  paczkę krewetek do lodówki i ustawiłam się w ramię w ramię z przyjaciółką.
- Nie układa się nam – przełknęłam głośno ślinę, bo w gardle czułam ucisk. – Prawie nie rozmawiamy, a jeżeli już, to kończy się sprzeczką. Nie ma pomiędzy nami żadnej chemii, namiętności, a nasze życie łóżkowe ogranicza się do spania w nim. Dosłownie. 
Marta przekrzywiła głowę patrząc na mnie z niepokojem i troską jednocześnie. 
- Może to chwilowe? Zmęczenie materiału, za dużo pracy, obowiązku?
- Ta chwila trwa już miesiąc, a zaczęło się zaraz po urodzeniu Blanki – westchnęłam. – Nie wiem, może my się nie nadajemy?
Oparłam rękę na biodrze. Po raz pierwszy pojawiła mi się ta myśl w głowie.
- Nie nadajecie, do czego? – Marta stanęła naprzeciwko mnie, a potem zerknęła na małą i znowu na mnie.
- Do bycia rodziną. Może nie tak miało być, nie wiem... – Usiadłam zrezygnowana. – Próbuję z nim rozmawiać, ale on się wykręca pracą. Twierdzi, że wymyślam. Nie mogę żebrać o jego miłość. Kocham go, ale jakby... Nie czuję tego z jego strony.
Niemal jednym tchem wyrzuciiłam z siebie wszystkie swoje niepokoje, lęki, pretensje. Powiedziałam jej o swojej samotności, zmęczeniu, nie docenieniu, a nawet o rozmowach z sąsiadem, które są jedyną rozrywką w ostatnich dniach, nie licząc tych z Blanką. Czułam się jak na spowiedzi, ale mimo wszystko pominęłam jedną rzecz. Nie wspomniałam o zapachu brzoskwini. I nie, dlatego, że wyszłabym na wariatkę, ale dlatego, że to była jedyna rzecz, w którą nie chciałam wierzyć. Nie myślałam o tym przez dwa dni, a teraz wyobraziłam sobie, że to tylko głupi sen.
- To smutne – usiadła obok mnie, gładząc po ramieniu. – Dlatego dzisiaj, gdy ja zabiorę małą, ty walcz o swoje. Pokaż mu jak cudowną kobietą jesteś, bo najwidoczniej zapomniał. Jutro rano przywiozę ją i chcę widzieć jak promieniejesz, ok? Nie martw się o nią, jest w dobrych rękach. Moja mama też cieszy się, że ją zobaczy.
Uśmiechnęłam się, lecz mimo to byłam pełna obaw, co do wieczoru. I nie chodziło mi o Blankę, bo to, że będzie pod najlepszą opieką było pewne, ale bałam się reakcji Karola. 
- Dziękuję kochana.
Poklepała mnie przyjacielsko po łopatce i wyjrzała przez okno.
- Tak a propos, to całkiem przystojny ten wasz nowy sąsiad. Widziałam go w garażu. 
- Nie mogę zaprzeczyć – przypomniałam sobie ostatnią rozmowę z nim i poczułam jak się rumienię. Wstałam, by zerknąć na Blankę, co miałam nadzieję odwróci jej uwagę. Nie powinnam była tak reagować. 
- Tylko skoro jest wolny, to może nie rozmawiaj z nim zbyt często – puściła mi oczko dając znać, że to tylko żart. 


      Ustawiłam się przed lustrem w samej bieliźnie zastanawiając się, co na siebie włożyć, a jednocześnie podziwiałam swoją zgrabną sylwetkę. Po ciąży zaokrągliły mi się biodra, przez co nie wydawałam się być tak patykowata jak przed. Ostatecznie te parę kilogramów więcej wcale nie stało się powodem do zmartwień.
Po krótkiej chwili wybrałam czarną sukienkę do kolan z odsłoniętymi plecami. Ponoć mała czarna sprawdza się w każdej sytuacji. Nałożyłam lekki makijaż, usta pomalowałam malinową pomadką. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi od samochodu i pobiegłam do salonu.
- Mam nadzieję, że nie masz dzisiaj żadnych planów.
Karol uśmiechnął się łagodnie i zmierzył mnie wzrokiem.
- Już nie.
Uniosłam brwi.
- Żartowałem. Wezmę tylko prysznic.
Przez chwilę miałam wrażenie, że poczułam motylki w brzuchu. Co było dziwnym uczuciem i tak krótkotrwałym, że nie miałam pewności czy dobrze rozpoznałam. Jednak Karol uśmiechnął się w taki sposób jak uśmiechał się na pierwszych spotkaniach. Delikatnie i zniewalająco.
Może po prostu powinnam częściej ubierać się tak by działać na jego wyobraźnię, a szary dres i dżinsy zakładać tylko do sprzątania.

Gdy wszedł do salonu gdzie poprzez zasunięte żaluzje panował  mrok, a na stole stały zapalone świece i gotowy obiad: krewetki z suszonymi pomidorami i bazylią z makaronem w kształcie serduszek, dostrzegłam szczery uśmiech na jego twarzy. Uznałam to za dobry znak. 
-Co to za okazja? – Spytał, gdy zaczęliśmy  jeść.
- A czy musi być okazja?  Niespodzianka.
Przez chwilę patrzył na mnie uważnie i wtedy uświadomiłam sobie, że w tym spojrzeniu jest coś obcego, chłodnego… Postanowiłam to zignorować. Chciałam coś powiedzieć, ale jedyne, co przychodziło mi do głowy to słowa piosenki: kocham cię, nienawidzę cię, tęsknię za tobą... A to nie pasowało do romantycznej kolacji.
-Kto zabrał Blankę? 
- Marta – szepnęłam, co wywołało u niego śmiech.
- Hej, więc skoro nie śpi za ścianą, możesz mówić głośno.
Odłożyłam  sztućce kręcąc głową z rozbawieniem.
- Przyzwyczaiłam się, że zawsze jest.
Karol zaczął wspominać jak to było, gdy nie byliśmy jeszcze małżeństwem i czułam, że dzięki temu wieczór pójdzie po mojej myśli. Uspokoiłam się. Przypominał nasze wypady nad jezioro, noce pod namiotami, wycieczki w góry, a na końcu noc poślubną w Paryżu. Od razu zrobiło się cieplej na duszy, jego spojrzenie stało się czulsze. Choć może to przez drugi już kieliszek czerwonego wina.
Nawet nie spostrzegłam, kiedy pojawił się tuż obok i rozpuścił moje spięte w koka włosy, które delikatnie rozczesał palcami. Rozmawialiśmy już dobrą godziną i dopiero teraz zauważyłam, że na dworze zrobiło się już ciemno.
Później wziął mnie delikatnie na ręce i zaniósł do sypialni. Przez chwilę miałam wrażenie, że nie czuję nic specjalnego, że nie wiem czy w ogóle tego chcę, ale gdy złożył na moich ustach pierwszy pocałunek, odepchnęłam wszelkie myśli.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Drugi - "Jedna noc"


27 kwietnia, środa


Cały ranek obiecałam sobie, że gdy Blanka zaśnie i ja utnę sobie małą drzemkę by nabrać siły na resztę dnia, jednak pogoda była tak piękna, że postanowiłam zrelaksować się na drewnianej huśtawce ogrodowej, którą dziesięć lat temu zrobił mój dziadek. Zawsze mi o nim przypominała. Uwielbiałam na niej przesiadywać, gdy przychodziłam do dziadków. Chyba każdy lubił. Kiedyś stały przy niej jeszcze drewniany  stolik i dwa krzesła, które też wykonał mój dziadek stolarz, ale teraz stał w garażu, a na nim jakieś skrzynki z narzędziami Karola. 
Po śmierci dziadka i babci odziedziczyłam ten dom. I byłam im wdzięczna za to, że podarowali mi kawałek miejsca na ziemi. Co wieczór dziękowałam im z to, mając nadzieję, że słyszą moje myśli tam na górze.
     Moja matka większość życia spędziła w szpitalu, jako chirurg, a ojciec był zawieszony pomiędzy swoim światem chemika, wykładając na uniwersytecie, a rodziną, więc dużo czasu spędzałam z dziadkami. Tutaj, w moim własnym już domu. Byłam ich jedyną wnuczką. Chyba dlatego kochali mnie ze zdwojoną siłą, a ja wciąż tęskniłam tak samo mocno. 
Zaparzyłam drugą już dzisiaj kawę i sięgnęłam po książkę Lisy Gardner „Kochać mocniej” mając nadzieję, że uda mi się zanurzyć w kryminalnej powieści, chociaż na godzinę. Jednak nim otworzyłam lekturę, wystawiłam twarz ku słońcu przymykając powieki. Tego mi brakowało. 
Ciszy, spokoju i słońca. 
- Dzień dobry – usłyszałam nieco zaspany głos sąsiada.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nowego z białym kubkiem kawy w ręku. Stał oparty o plastikowy czarny stół pozostawiony przez poprzednich lokatorów. Ubrany w jasne sprane dżinsy i niebieską flanelową koszulę, pod która bez wątpienia skrywał umięśnione ciało, wyglądał niczym bohater amerykańskiego filmu. 
- Dzień dobry – uśmiechnęłam się. 
- Jak córeczka?
- Już lepiej. Właśnie śpi. W końcu udało mi się przespać aż pół nocy. 
- Uroki macierzyństwa? – Spytał zamyślony, po czym lekko potrząsnął kubkiem kawy i napił się.
- Jeden z wielu – odparłam. - Dobrze, że dzieci czasem decydują się zasnąć wtedy można pozwolić sobie na chwilę relaksu.
- Bardziej docenia się wtedy takie momenty.
- O tak. A ty masz dzieci? 
Choć byłam już pewna, że mieszka sam, a na palcu nie nosi obrączki, to nie znaczyło, że właśnie tutaj rozpoczyna drugie życie, a gdzieś tam żyje jego była kobieta i być może dzieci. Wyglądał na starszego ode mnie. Ten scenariusz nawet pasował do mężczyzny, który postanowił zakupić mały domek na osiedlu oddalonym od tętniącego życiem miasta, gdzie większość mieszkańców była grubo po pięćdziesiątce.
- Nie, ale mój brat ma. Czasem jego żona opowiadała o tych urokach, gdy rozmawiamy przez Skype – uśmiechnął się. – Mieszkają w Kanadzie.
- To daleko. 
- Mieszka tam też mój ojciec. Większość krewnych, choć nie mam ich za wielu. Tato jest jedynakiem, mama też była. 
- Więc co ty robisz w Polsce?
- Żyję, pracuję. Tutaj jest moje miejsce. Mimo że jestem sam – wziął głęboki oddech i wbił wzrok w czubek swoich czarnych trampek. 
-Czym się zajmujesz? – Miałam wrażenie, że jestem nieco ciekawska, ale od zawsze lubiłam zadawać dużo pytań. A ostatnimi czasy nie miałam za bardzo komu.
- Jestem informatykiem. Pracuję w firmie telekomunikacyjnej... – mówił o tym przez chwilę, ale uśmiechnął się zorientowawszy, że kontynuowanie tego, co robi dokładniej jako administrator systemu nie ma sensu, bo informatyka jest dla mnie czarną magią. – A Ty, czym się zajmowałaś zanim stałaś się mamą?
Swoją drogą, nie sądziłam, że informatycy mogą być tak przystojni. Do tej pory kojarzyli mi się z wychudzonymi okularnikami w obciachowych ciuchach po dziadku. I nawet nie przeszkadzało mi, że mówi o czymś co jest dla mnie obce. Po prostu chłonęłam każde jego słowo, jakby na zapas. Gdybym kiedyś znowu miała czuć się wyalienowana w własnym domu.
- Pracowałam jako przedszkolanka. Niezbyt skomplikowane.
- Przypuszczam, że czasem grupka dzieciaków jest tak samo trudna do ogarnięcia jak informatyka.
- Do tej pory trafiałam na spokojne grupy.
- Czy były to niemowlęta?
Roześmiałam się mając nadzieję, że mój śmiech nie dotarł do domu i nie zbudził Blanki ani śpiącego Karola po pracy. 
- Nie, trzylatki. Uwierz potrafią być bardziej spokojne niż niemowlęta, a przynajmniej większość z nich potrafi określić, dlaczego płacze.
- I śpią w nocy. 
- Zapewne tak – spojrzałam na niego przepraszająco, bo na samo wspomnienie o spaniu zaczęłam ziewać. W dodatku usłyszałam jak Karol otwiera drzwi od łazienki. Mimo, że nie robiłam niczego złego nie chciałam by zastał mnie rozmawiającą z nowym, przystojnym sąsiadem. A może bardziej obawiałam się, że wyjdzie na zewnątrz i powie coś głupiego. – Pójdę sprawdzić czy Blanka się nie zbudziła. Miłego dnia.
Ostatnie zdanie niemal wyszeptałam. Zabrałam ze sobą kubek z zimną i niedopitą kawą wylewając ją do zlewu. Widziałam jeszcze jak Adam odprowadza mnie wzrokiem, zdecydowanie niezadowolony, że postanowiłam już pójść. Karol stał przy lodówce popijając mleko z kartonu. Spojrzałam na niego. Próbowałam przypomnieć sobie, kiedy ostatnio przytulił mnie na powitanie, albo powiedział zwykłe cześć, nie wspominając już o buziaku. Nasze małżeństwo zaczęło się zwężać jedynie do wspólnego mieszkania, wspólnego łóżka, które służyło już jedynie do spania i wspólnych odwiedzin rodziców. Nic poza. Żadnych spontanów, chwil uniesienia. Nic. 
Nawet teraz. Jakby mnie nie było. Zero reakcji.
- Jak było w pracy? 
Moje pytanie totalnie go zaskoczyło. 
- W porządku – odparł sięgając po bagietkę. 
Oczekiwałam jakiegoś pytania zwrotnego. Jednak nic. Zero. Jakbym w ogóle już go nie obchodziła.
- Tak, Blanka nie spała w nocy, ale to nic, kolejna noc nieprzespana. Która z kolei? Już nie wiem. Czuję się źle, ale dziękuję, że pytasz.
Nóż, którym smarował bagietkę wypadł mu z dłoni na podłogę. Odwrócił  się patrząc na mnie tępym wzrokiem, a ja czekałam na płacz Blanki. Brzęk upadającego sztućca na pewno ją zbudził. Jednak zanim to nastąpiło usłyszałam jego pretensjonalny ton głosu:
-O co ci chodzi? Byłem w pracy i dopiero, co otworzyłem oczy. Myślałem, że wiesz, z czym wiąże się macierzyństwo.
- A czy tacierzyństwo nie istnieje? – Syknęłam udając się do małej.
Nici z relaksu i książki, nici też z drzemki. Pokłóciłam się z mężem, ale przynajmniej porozmawiałam chwilę z sąsiadem. Zawsze to jakiś miły akcent w ciągu dnia.




Pierwsza wiosenna burza właśnie dobiegła końca. Na dworze było niemal cicho, od czasu do czasu słychać krople deszczu odbijające się od okna. Zbliżała się dwudziesta, Blanka zasnęła, a jedyne, na co miałam ochotę to gorąca kąpiel. Nie mogłam pozwolić sobie na nią, gdy byłam sama w domu, bo nie miałam pewności, że mała się nie zbudzi, gdy tylko zmoczę palce stóp w wodzie. Karol miał wolny dzień, więc nic nie stało na przeszkodzie. I pomyśleć, że zwykłe czynności kiedyś, podczas macierzyństwa zamieniają się w wyzwanie. Wyjęłam czysty ręcznik z szafy i weszłam do salonu gdzie mój mąż leżał na kanapie oglądając mecz piłki nożnej. 
- Idę wziąć kąpiel. Gdyby Blanka się przebudziła, zajrzysz do niej? – Spytałam cicho stojąc tuż za nim i malując kółka opuszkami palców prawej ręki na oparciu sofy.
- Jasne, ale pospiesz się, bo za dwadzieścia minut wychodzę – rzucił mi krótkie spojrzenie.
- Wychodzisz?
- Umówiłem się z Pawłem w pubie. Postaram się wrócić w miarę szybko.
Paweł to jego kumpel  jeszcze z czasów podstawówki. Lubię go i nie mam nic przeciwko, ale widziałam go już tak dawno jak zapewne dawno widział go Karol. To oczywiste, że w końcu kiedyś musieli się znowu spotkać. Gdy się poznaliśmy wychodził z nami w każdy weekend. Byli trochę jak Flip i Flap, ale po naszym ślubie i przyjściu na świat Blanki, ich wyjścia na piwo stały się coraz rzadsze. Jednak zdziwiło mnie, że wybrali sobie środowy wieczór. 
Karol odwrócił się ponownie patrząc na mnie już nie zdawkowo, ale uważniej.
- Coś nie gra? Tylko jedno piwo.
- A kiedy mnie poświęcisz wolny wieczór? 
Nie podobało mi się, w jakim kierunku podążało nasze małżeństwo. Kiedyś nie musiałam go pytać czy spędzi ze mną wieczór. A jeszcze bardziej nie podobało mi się to, że nasze poranne spięcie dla niego już nie istniało. Żadnego powrotu do tematu, rozmowy, pogodzenia. 
Karol roześmiał się i wstając ze sofy zmierzwił moje jasne blond włosy w odcieniu popielu. 
- Wrócę niebawem – odparł znikając w kuchni. 
Wiedziałam dobrze, że jeśli powiedział, że wychodzi za 20 minut to tak zrobi, ani nie wcześniej ani nie później. Czas mojej kąpieli wyraźnie się skrócił. Byłam zła, bo  całym popołudniem wyobrażałam sobie jak godzimy się wieczorem, jemy kolację, pijemy wino i idziemy do łóżka, a jeśli wszystko poszłoby po mojej myśli, to moje wyobrażenia zmieniłby kolejność. Ruszyłam za nim.
- Pamiętasz, kiedy ostatnio się kochaliśmy? – Skrzyżowałam dłonie na piersiach.
Cała sytuacja widocznie go bawiła, na jego twarzy widniał idiotyczny uśmiech. Zmrużył oczy udając, że myśli.
- Bawi cię to, prawda? 
- Nigdy nie sądziłem, że kiedyś będziesz się domagać seksu. Do tej pory było wręcz odwrotnie – nalał wody do szklanki i wypił ją duszkiem.
- Tutaj nie chodzi tylko o seks Karol – powiedziałam stanowczo, a on spojrzał na mnie pretensjonalnie. – Brakuje mi ciebie, wspólnych chwil, rozmów. Czuję się jakbym była zamknięta w klatce. 
- Nie planowaliśmy dziecka, ale ktoś musi być w domu, a ktoś pracować. Nigdy nie będzie już jak dawniej, pogódź się. 
Westchnęłam z rezygnacją. Wciąż nie pojmował, co miałam na myśli, albo tylko udawał. Czułam się kompletnie zignorowana. Postawiona poza nawiasem. 
      -Ale czy to znaczy, że ma być tak nijak?
Karol żałośnie przewrócił oczami.
- Życie.
- Wpadliśmy w rutynę...
- Luiza, do cholery, przestań mi tu nawijać o jakiejś rutynie! – Wrzucił szklankę do pustego zlewu jakby była co najmniej z papieru. – Pomyśl wreszcie. Jestem zmęczony pracą, biorę dodatkowe godziny żeby niczego nam nie brakowało, a ty wymyślasz tutaj jakieś farmazony.
Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Dla niego to wszystko brednie, a ja głupia proszę się o miłość, na którą on nie ma czasu. 
- Niczego nam nie brakuje, wciąż dostaję zasiłek, mamy własny dom... Te nadgodziny nie są tak konieczne.
- Nie mam ochoty już tego słuchać. Zbieram się do wyjścia, na razie.
Znowu ruszyłam za nim patrząc jak ubiera granatową wiatrówkę, wsuwa czarne air-maxy i trzaskając drzwiami, opuszcza dom bez słowa, bez spojrzenia.
Nienawidziłam takich chwil, gdy wychodził z domu po kłótni bez pogodzenia się. Zdarzyło nam się to może raz, albo dwa i to w czasie, gdy byłam w ciąży i buzowały we mnie hormony. Wkurzałam go i wiedziałam o tym, że wtedy moje zachowanie było bezsensowne. Dzisiaj wiem, że mam rację i nie są to żadne dyrdymały. Po prostu uciekł przed byciem szczerym i albo już mu na mnie nie zależało albo... sama nie wiem jak to tłumaczyć. 
 Oparłam się o ścianę w przedpokoju starając się uspokoić. Byłam cała w nerwach. W salonie otwarłam szufladę z ważnymi dokumentami i wyjęłam ukrytą paczkę papierosów miętowych. 
Zanim zaszłam w ciążę lubiłam od czasu zrelaksować się przy papierosie. Patrzeć na dym, podążać za nim, wychwytywać moment jak znika. Iluzja. Zrezygnowałam z nich całkowicie, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, ale zawsze miałam ukrytą tę paczkę. Na czarną godzinę. I chyba teraz właśnie nadeszła.
Zerknęłam do Blanki. Wciąż spała spokojnie. Zostawiłam uchylone drzwi i usiadłam na huśtawce w ogródku, wcześniej sprawdzając czy nie jest mokra od deszczu. Odpaliłam papierosa czując się jak nastolatka, która robi coś złego, a co jednocześnie daje jej przyjemność. 
Oczy miałam lekko wilgotne od łez. Dym zaczął mnie szczypać. Odzwyczaiłam się. 
- Nie do twarzy ci z papierosem – usłyszałam po drugim zakrztuszeniu się dymem.
- Naprawdę? – Spytałam z sarkazmem w głosie.
- Generalnie uważam, że kobieta i papieros to złe połączenie – nowy sąsiad odpowiedział spokojnie kładąc karton pełen książek i płyt CD na stole.
W ogóle mnie to nie obchodziło, co myślał. Nie miałam ochoty na dyskusję, co jest dobre, a co złe i co przystoi mężczyznom, a co kobietom nie, jednak, gdy zobaczyłam jego szczery uśmiech, zmiękłam i przestałam mieć ochotę na bycie niemiłą. 
- W zasadzie nie palę prawie od 2 lat, po prostu się zdenerwowałam – zgasiłam papierosa o mokrą kostkę brukową starając się uśmiechnąć, ale marnie mi to wychodziło.
- Coś się stało? – Spytał zaklejając karton taśmą. 
- Nic takiego, mała sprzeczka z mężem – wzruszam ramionami.
Przytaknął głową ze zrozumieniem, a ja uświadomiłam, że pewnie nie jest w garażu od paru minut, a dłużej i zapewne słyszał podniesione głosy przez uchylone okno w kuchni, a potem trzaśnięcie drzwi i odjeżdżający samochód.
Przeklęłam pod nosem, co odwróciło jego uwagę od klejenia kartonu. Uzmysłowiłam sobie, że Karol pojechał samochodem, a przecież miał spotkać się z Pawłem przy piwie. Miałam nadzieję, że wróci taksówką.
- W porządku? 
- Tak. I nie – dodałam po chwili. – Nigdy nie sądziłam, że kryzys małżeński dopadnie nas tak szybko.
  Z głębi garażu dochodziła cicha muzyka. Piosenka Kings of Lyon „Pyro” idealnie pasowała do ciszy po burzy.
- To poważna sprawa – przyznał, po czym przerwał zębami taśmę klejącą i spojrzał jednocześnie  w moim kierunku. Sama nie wiedziałam czemu, ale ta zwykła czynność wydała się być dla mnie tak zniewalająca, że czułam jak się zarumieniłam. Albo po prostu zaczynałam wariować z braku bliskości z mężem i dostrzegałam atrakcyjne aspekty nawet w prostych rzeczach.
- Nie dla mojego męża. Według niego wszystko jest w porządku.
- Może powinnaś go uświadomić. 
- Próbowałam, ale chyba widziałeś jak to się skończyło. 
Adam napisał coś czarnym markerem na kartonie i umieścił je w bagażniku swojego samochodu, po czym zabrał się za zaklejanie następnego, którego zawartości już nie zdążyłam dostrzec.
- Znowu się przeprowadzasz? – Spytałam przyłapując się na rozżaleniu w głosie.
- To tylko coś w rodzaju porządków. Mam za dużo pierdół – odparł z lekką konsternacją.
Jednak w poprzednim pudle dostrzegłam różowy notatnik i moją ulubioną powieść Cecelii Ahern „Zanim cię poznałam”. Nie sądziłam, że jakikolwiek facet lubuje się w tego typu powieściach i kolorach notatników. Wyglądało to na porządki po kobiecie, tylko zastanawiające było to, że wprowadził się tutaj sam, a te rzeczy jakimś cudem się tu z nim znalazły. Zżerała mnie ciekawość, jednak nie chcąc być wścibską sąsiadką spytałam tylko:
- Długo jesteś sam? 
Zaskoczyłam go. Wyglądał jakby nie miał pojęcia, o co pytam, a z domu zaraz wyjdzie jego równie zjawiskowa kobieta. Odwrócił się, znowu przerywając taśmę zębami, czego tym razem nie zobaczyłam, a potem odpowiedział:
- To już jakiś rok. 
Wyraźnie sposępniał, a ja poczułam  się głupio. Widocznie wciąż musiało to być dla niego bolesne, bez względu na to, w jaki sposób i dlaczego odeszła. Choć miałam wrażenie, że od początku w jego sposobie mówienia znajdowała się pewna rezerwa. Bez wątpienia pakowanie rzeczy byłej kobiety może nie należeć do przyjemnych. 
Znowu pomyślałam, że te głupie. Skoro tak długo nie są razem, dlaczego pakuje je teraz? Albo był aż tak sentymentalny i dopiero teraz stwierdził, że pora o niej zapomnieć raz na zawsze, albo... Los sam zmusił go do porządków. Chyba nie chciałam pytać go teraz w jaki sposób się rozstali, bo sądząc po jego smutku na twarzy, on sam też nie za był skory do rozmowy na ten temat. 
- Przepraszam, jestem zbyt ciekawska.
- Nie, to nic złego, że pytasz. Jesteśmy nowymi sąsiadami, normalne, że chcemy coś o sobie wiedzieć. 
Uśmiechnęłam się z wyraźną ulgą. 
- Może powinnaś zaskoczyć jakoś męża, tak wiesz, żeby zobaczył, że wcale nie musi być bezbarwnie, a przy okazji zmięknie – zmienił temat, po czym zamknął bagażnik. Wyglądało na to, że skończył już porządki.
- Cały czas liczyłam na to, że on to zrobi. Może jednak masz rację i powinnam przejąć ster. Tylko, co jeśli to nie podziała?
- Myślę, że powinnaś zmienić tok myślenia na bardziej pozytywny. 
- A jeśli i to nie pomoże to znaczy, że kryzys małżeński jest zaawansowany.
Zabawne jak szybko rozładował napięcie podsuwając mi pomysły na kolację. Okazało się, że poza informatyką lubi też gotować i wie, jakie przyprawy najlepiej wykorzystać do romantycznej kolacji. Powinnam wiedzieć, że gałka muszkatołowa działa w małych ilościach, bo jeśli przesadzę może wywołać halucynacje. A jeśli chcę rozbudzić wyobraźnię to najlepsze będą owoce morza: krewetki lub ostrygi. 
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, aż znowu zaczął padać deszcz, a ja uświadomiłam sobie, że Blanka w tym czasie mogła się obudzić. Pożegnaliśmy  się w pospiechu chowając za drzwiami przed nadchodzącą ulewą.
Na szczęście mała spała słodko jak suseł. Wzięłam szybki prysznic zamiast upragnionej kąpieli i położyłam się wygodnie w łóżku tak by mieć małą na oku. Sobotni wieczór powinien być idealny na kolację dla dwojga. A najlepiej gdyby mama zgodziła się zająć Blanką przez ten czas. Może wreszcie uda mi się rozładować napięcie panujące między nami już od dobrego miesiąca i pokażę mu, że bycie rodzicami nie ogranicza nas w żaden sposób od przyjemności. 
Zasnęłam szybko, lecz obudził mnie Karol wsuwający się do łóżka. Nie miałam pojęcia, która może być godzina. Odwróciłam się w jego stronę, ale położył się plecami do mnie. Lekko go objęłam, kładąc dłoń w okolicy obojczyka, ale nawet nie drgnął. Przybliżyłam się znacznie wtulając twarz w jego plecy i czując jego bicie serca przy swoim policzku. Zwykle nawet po jednym wypitym przez niego piwie wiedziałam, że pił, bo ja sama ograniczałam ilości alkoholu do jak najmniejszych, a więc łatwiej było mi wyczuć jego woń. Dziwne było tylko to, że nie wywęszyłam nic. Nic, poza nieznajomym mi zapachu żelu pod prysznic. Brzoskwinia... Nie lubiłam tego zapachu. I teraz drażnił moje nozdrza. 
Głęboki oddech Karola oznaczał, że zasnął. 
Ja nie mogłam. 
Gwałtownie podniosłam się z łóżka, a potem wolnym i bezszelestnym krokiem udałam się do łazienki. Przejrzałam szafkę z kosmetykami w łazience, ale nie znalazłam niczego, co mogłoby, chociaż trochę przypominać zapachem brzoskwinię.
Wróciłam do łóżka wsłuchując się na przemian w oddechy córki i męża.
Popadałam w paranoję. Zmyślam. Karol miał rację. Mam zbyt dużo czasu na myślenie.

piątek, 29 lipca 2016

Pierwszy - "Jedna noc"

Cześć! 
Dzisiaj startuję z zapowiedzianą nowością. Przed Wami pierwszy rozdział mojego opowiadania, które zaczęłam pisać gdzieś na początku tego roku. Póki co nie szukam sławy i rozgłosu, ale mam nadzieję, że zyskam wiele rad i wskazówek. Miłe bedą pozytywne słowa, a przede wszystkim konstruktywna krytyka. Zawsze, odkąd pamiętam, pisałam wiersze, wierszyki, piosenki, opowiadania i marzyłam o zostaniu pisarką. Życzyła mi tego nawet moja polonistka w szóstej klasie szkoły podstawowej. I to było potwierdzeniem moich umiejętności. Niestety, im więcej przedmiotów i nauki przybywało, tym mniej czasu miałam na pisanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że to co tworzę nie jest najwybitniejszym majstersztykiem, ale potraktuję tego bloga jak szufladę. I do niej będę pisać. Bo: 
"Jak zauważył Roger Zelazny, każdy może zostać powieściopisarzem – wystarczy, że najpierw napisze milion słów szajsu, żeby się nauczyć, jak pisać". - Charles Stross

Miłego czytania!


25 kwietnia, poniedziałek





Mrok w pokoju rozjaśniało wschodzące zza horyzontu słońce. Wstałam, lekko się chwiejąc by zasunąć żaluzje. Widok był piękny, ale nie chciałam żeby promienie słońca zbudziły Blankę – moją siedmiomiesięczną córcię, która przyszła na świat 28 października, 3 dni przed terminem. Kiedy po raz pierwszy trzymałam ją na rękach wiedziałam, że nic lepszego już mnie nie spotka i będę robić wszystko by była szczęśliwa, jak ja dzięki niej.
Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Blanka właśnie zasnęła i z uśmiechem na twarzy słuchałam jej spokojnego oddechu. Marzyłam o chociażby pięciu godzinach snu bez żadnej pobudki, bo od trzech dni spałam na raty. Blanka ząbkowała i najbardziej odczuwałyśmy to w nocy. I nawet, jeśli ona zasnęła na parę godzin, to ja nie mogłam. A gdy już mnie się udało, budził mnie jej płacz. Potrzebowałam maści dla niej, ale od godziny czekałam na odpowiedź od Karola – mojego męża od 15 miesięcy. 
Pobraliśmy się niedługo po tym, gdy dowiedziałam się, że jestem w pierwszym miesiącu ciąży. Nie planowaliśmy tego, ale za to szybko zaplanowaliśmy ślub cywilny. Może zrobiliśmy to zbyt pochopnie, ale uznaliśmy, że skoro dziecko w drodze to chyba najlepszy powód by zostać małżeństwem. Szybkie oświadczyny i stało się. Mimo, że znaliśmy się od roku, a parą byliśmy od ośmiu miesięcy. Nic nie sprawiło bym zastanawiała się nad powiedzeniem tak, ale gdyby oświadczył mi się dzisiaj nie wiem czy byłabym tak zdecydowana. A jeśli tak to tylko dla dobra dziecka, nie dla siebie. Dzisiaj on jest kimś innym niż piętnaście miesięcy temu. 
Wcisnęłam się w jasne dżinsy i włożyłam szarą bluzę na zamek z kapturem. Nalałam wody do dolnej części kawiarki, nasypałam dwie łyżki kawy i oparłam się o blat kuchenny. Miałam nadzieję, że postawi mnie na nogi. Czułam się i zapewne wyglądałam okropnie. Nie miałam czasu nawet spojrzeć w lustro, a może bardziej nie chciałam. Mimo wszystko nie traktowałam tego jak katastrofy. Wiedziałam, że z czasem opieka i wychowywanie dziecka będą mniej odczuwalne fizycznie, bo jeśli chodzi o psychikę, mogłabym przesunąć dla niej góry. 
Karol kończył pracę za półtorej godziny. Gdy kawa się zaparzyła wyszłam z filiżanką na dwór i przykucnęłam przy lekko otwartych drzwiach, jednocześnie nasłuchując czy Blanka się nie obudziła. Świeże powietrze podziałało na mnie jak dziesięć kaw, a świergot ptaków był jak muzyka relaksująca. Upiłam maleńkiego łyka i postawiłam filiżankę na schodku niżej. 
Wyjęłam telefon z kieszeni i połączyłam się z numerem męża. Abonent niedostępny. Pewnie nawet nie odczytał SMS-a, a wątpiłam by po powrocie do domu miał ochotę wracać na miasto do apteki. Przeklęłam pod nosem i po chwili usłyszałam nieznany mi, męski głos:
- Wszystko w porządku? 
Za niewielką furtką, na podwórku obok stał nasz nowy sąsiad, którego miałam przyjemność zobaczyć po raz pierwszy. Ubrany był w białą elegancką koszulę, z nonszalancko rozpiętym górnym guzikiem i ciemne, dżinsy. Na jego twarzy rysowało się zmęczenie, ale nie przeszkadzało to jego nieziemskiej urodzie. Czekoladowe włosy rozwiewał mu ciepły wiatr, a w stalowych oczach dostrzegłam zaciekawienie i coś w stylu troski. Dwudniowy, idealny zarost dodawał mu nonszalancji, a ja czułam się jakby patrzył na mnie najprzystojniejszy aktor Hollywood. 
- Tak – odparłam lekko zażenowana, bo nie wiedzieć, czemu zarumieniłam się. – W zasadzie to nie mogę się dodzwonić do męża. Jest w pracy, a pilnie potrzebuję maści na bolesne ząbkowanie dla córki - wzruszyłam bezradnie ramionami.
- Może mogę jakoś pomóc? Pojadę do apteki. Co trzeba?
Zaniemówiłam na chwilę, bo było to jednocześnie miłe i dziwne. Mogłam odmówić, ale naprawdę nie uwierzyłabym sobie mówiąc, że mój mąż wróci i ją kupi. Nowy sąsiad pewnie by uwierzył, ale ja straciłabym kilka godzin gdybym sama ruszyła na miasto, a musiałabym zabrać Blankę, bo przecież Karol musi się wyspać po pracy. Jakby kilkanaście minut było dla niego całym dniem.  Biedny, nie śpi w nocy. Ja za to wypoczywam na urlopie macierzyńskim i całymi dniami siedzę w domu opiekując się tylko dzieckiem. Tak to widział.
- Naprawdę? – zerknęłam na wyświetlacz telefonu, ale wciąż bez odzewu.
- Pewnie – uśmiechnął się lekko jednocześnie przypatrując mi się z zaciekawieniem.
Zapewne musiałam wyglądać ciekawie po tej nieprzespanej nocy, ale nie sądziłam, że mogę o tej porze spotkać kogoś na podwórku. Zresztą od jakiegoś czasu nie bardzo przejmowałam się tym czy mam makijaż na twarzy, czy oczy są zaczerwienione czy nie, po prostu nie miałam kiedy o tym myśleć. Choć akurat w tym momencie, żałowałam, że nie związałam conajmniej zmierzwionych włosów.
- Nie musisz jechać do pracy? – Spytałam, sądząc po porze i jego ubiorze.
- Wróciłem niedawno – teraz gdy to usłyszałam, dostrzegłam też senność w jego oczach.
- Więc na pewno jesteś zmęczony.
- To tylko chwila, w  drodze do pracy zawsze mijam aptekę czynną 24 godziny, nie zajmie mi to dużo czasu, a naprawdę chcę pomóc. Więc co mam kupić?
Podałam mu nazwę żelu zastanawiając się czy właśnie przed chwilą nie zasnęłam, a to wszystko to sen. Mogłoby się to wydawać dziwne, ale ostatnimi czasy moje życie było tak ubogie w jakiekolwiek zdarzenia i nowych ludzi, że cokolwiek się wydarzyło, nawet błahostka, o której nie pamięta się na koniec dnia, to dla mnie było to sensacją.
- A tak poza tym, to jestem Adam.
- Luiza, miło mi.
- Zaraz będę.
Wymieniliśmy się uśmiechami i nim się obejrzałam wsiadł w swoje czarne BMW, po czym odjechał. Na palcach podreptałam do sypialni i zajrzałam do łóżeczka, ale na szczęście Blanka spała spokojnie. Wróciłam na dwór z pieniędzmi za żel, czekając na pomocnego sąsiada. 
Wprowadził się tutaj zaledwie tydzień temu. Widziałam tylko vana od przeprowadzek i kilku mężczyzn wnoszących pudła do identycznie maleńkiego jak nasz, domku parterowego niczym amerykański bungalow. Do dzisiaj nie wiedziałam, kim są nasi nowi sąsiedzi. Choć nie wydawało mi się, by mieszkał z nim ktoś jeszcze. Dom był zbyt cichy. I nawet przez chwilę zastanawiałam się czy nie wprowadzili się tutaj ludzie bez głosu. Żadnych rozmów, śmiechów, szczekania psa, ani uciążliwego kota na parapecie, tylko dźwięk zamykanych drzwi samochodu. Rzeczywiście słyszałam je też przed czwartą, gdy wrócił z pracy. Ciekawiło mnie, czym się zajmował. Gdyby oceniać po wyglądzie, pewnie był modelem albo aktorem. Z drugiej strony gdyby pracował w tych branżach nie wprowadziłby się na spokojne, zwyczajne osiedle małego miasta. Do domu starszego niż on sam bez widoku na morze albo coś równie wyjątkowego. 
Jednak znając moje tendencje do idealizowania ludzi, wyobrażenie, że zamieszkał obok mnie ktoś niezwykły, nie były prawdziwe. To moja kolejna bajka, byleby coś działo się w tej okolicy, w której z każdym dniem czułam się coraz bardziej zamknięta.
Szczęśliwa i jednocześnie zaniepokojona. Nie tak wyobrażałam sobie życie po urodzeniu dziecka. I nie chodzi mi o nieprzespane noce, o płacz budzący mnie ze snu, o stres, nowe obowiązki. Lecz o to jak zmieniły się moje relacje z mężem. Jak szybko się od siebie oddaliliśmy, jak mało czasu sobie poświęcaliśmy, o jego chłód, obojętność i brak czułości, troski i zainteresowania.
Gdy nowy sąsiad wysiadł z samochodu i ruszył w moim kierunku miałam ochotę zaprosić go na kawę. Miał w oczach tyle dobra i ciepła, że odpędzenie tej myśli było naprawdę ciężkie. Jednak pomyślałam, że może to zbyt wcześnie, a poza tym Karol powinien być w domu za godzinę. Nie chciałam scen. Podziękowałam tylko i wręczyłam pieniądze.
- To drobiazg - machnął dłonią i zrobił kilka kroków, po czym odwrócił się. - Być może kiedyś i ja będę potrzebował pomocy.
- W porządku - zgodziłam się z niechęcią. - Ale jeśli nie nastąpi to w ciągu tygodnia, zapraszam na kawę.
Uśmiechnął się przytakując.
- Ok, w takim razie do widzenia. 
Gdy zniknął za drzwiami swojego domu poczułam lekki niedosyt. Sądziłam, że trochę porozmawiamy. Dowiem się o nim czegoś, a jednocześnie zaspokoję potrzebę przebywania w towarzystwie nowych ludzi. Choć w sumie czego mogłam oczekiwać, był po pracy i mimo swojej uprzejmości, napewno marzył o położeniu się do łóżka. 
Naprawdę zaczynałam czuć się jak odludek. Byłam skazana tylko na męża, nawet moja matka jakby mniej mnie odwiedzała. Gdy byłam w ciąży przychodziła niemal codziennie przed albo po pracy, tak, że czasem miałam jej dosyć. Teraz, gdy bardziej potrzebowałam jej pomocy, nie było jej tak często jakbym chciała. A moja najlepsza przyjaciółka była ostatnio zbyt zajęta przygotowaniami do ślubu i chyba nie mogłam mieć jej za złe, że ma dla mnie mniej czasu. 
Cieszyłam się z każdej sekundy spędzonej z córką jednak potrzebowałam od czasu usłyszeć:  jesteś dzielna, jesteś dobrą matką, jestem z ciebie dumny. 

wtorek, 5 lipca 2016

7. Ups... Back again.

Tak, wiem... Jestem w grupie tych wkurzających blogerek, które pojawiają się i znikają, a na swoim blogu mają milion wpisów o tytule "Wracam" itp. itd. Tych, co za coś się biorą, a nie zamierzają kontynuować. No cóż, pisanie recenzji to jednak nie moja bajka, zdecydowanie wolę je tylko czytać, albo kiedyś pisać. Jednak jeśli czegoś nie spróbujemy, to nie będziemy wiedzieć czy warto, czy lubimy, czy to dla nas. 
Tak więc znowu wracam. 
Chyba znowu będzie tu monotematycznie, ale myślę, że najczęściej i głównie, tematyka będzie podobna. 
Szykuję niemałą nowość. Mam nadzieję, że się spodoba, bo tego jeszcze nie było, mimo że wspomniałam o tym w pierwszym wpisie.

See you soon! 😗😊



czwartek, 14 kwietnia 2016

Witam!

Najtrudniej jest zacząć. Ja zacznę od tego, że ostatnio mam zbyt dużo czasu wolnego i zastanawiałam się jak go spożytkować. Pomysł trochę podsunął mi mój chłopak, jednak recenzjowanie książek na YouTubie nie spodobalo mi się, poza tym nie jestem zbyt dobrą mówczynią. No a blogów w tej tematyce jest mnóstwo. Po namyśle uznałam jednak, że z pasji z czasów dzieciństwa kontynuuję tylko te dwie: czytanie i pisanie. So, let's go!

Od 2,5 roku mieszkam w Anglii, w małym, uroczym miasteczku w hrabstwie Cheshire. Razem z moim chłopakiem, w pobliżu mam także trójkę swojego rodzeństwa. Przyleciałam tutaj z naprawdę małym bagażem, a co najgorsze nie było w nim żadnych książek. W tamtych czasach mogłam liczyć jedynie na bibliotekę, nie stać mnie był na kupowanie książek. Na szczęście okazało się, że współlokatorka mojego brata posiada skromną biblioteczkę i chętnie podzieliła się ze mną książkami. Co prawda, na początku dużo pracowałam, ale zawsze znajdzie się czas na przyjemności!

Przez ostatnie dwa lata pracowałam jedynie w weekendy, więc czasu na czytanie miałam mnóstwo. W międzyczasie próbowałam swoich sił w pisaniu, jednak nic z tego nie doczekało się zakończeń.
Aktualnie nie pracuję, moja biblioteczka z każdym wyjazdem na urlop do Polski się powiększa, a ucieszyłam się ogromnie gdy odkryłam ile sklepów internetowych jest tutaj w Anglii z polskimi książkami!



Zawsze marzyłam o napisaniu własnej książki, ale myślę, że na to mam jeszcze czas, jestem jeszcze młoda, a więc wszystko przede mną. Jak wiecie, próbowałam już swoich sił, na poważnie zaczęłam już w szkole średniej. Największe moje dzieło zginęło wraz ze spalonym dyskiem, a te drobniejsze pisane w zeszytach zginęły śmiercią tragiczną, płonąc żywcem w piecu kaflowym w moim domu rodzinnym. Nie pytajcie dlaczego je spaliłam, nie wiem, możliwe, że podczas porządków miałam gorszy dzień... :)

Uważam, że pisząc nie tylko do szuflady, będę bardziej zmotywowana, no i pojawi się w moim życiu jakaś regularność. Tego mi brakuje. Zdarza się, że zacznę coś pisać, zostawiam to i wracając po czasie nie wiem co mogłoby być dalej, ani czy to w ogóle jest dobre. Z książkami bywa podobnie, jednak tutaj pojawia się leniuszek mówiący "hej, dawno nie obejrzałaś żadnego filmu" lub "ta książka jest za gruba". W rzeczywistości gdy już zacznę, odpływam.

Jeszcze parę słów na temat mojego nicka Red-nails. Gdy mniej więcej pięć lat temu założyłam któregoś z kolei bloga stricte mojego życia uczuciowego i codziennego uznałam, że ta nazwa jest idealna i kobieca. Moim znakiem rozpoznawczym był czerwony lakier na paznokciach. Dziś już bywa bardziej kolorowo, ale sentyment został.

Z pierwszym postem zapraszam Was serdecznie do czytania i odwiedzania mojego książkowego bloga! Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawicie po sobie jakiś ślad. :)
Pozdrawiam i zapraszam jeszcze raz!