Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UK. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 września 2016

Ósmy - "Jedna noc"

10 maja, wtorek



Stanęłam przed lustrem poprawiając dół dżinsowej sukienki. Może nie wyglądałam jak na co dzień, ale też nie chciałam sprawiać wrażenia wystrojonej. Zdecydowanie nie było w tym nic złego, że chciałam ładnie wyglądać. Jednak czułam się nieswojo i miałam ochotę znowu wskoczyć w szary dres.
Nie stroiłam się dla Karola.
Odwróciłam się i przygryzając wargę spojrzałam na leżącą na stole książkę, a na niej plastikowy pojemnik z dwoma porcjami ciasta czekoladowego, które ozdobiłam malinami. Może powinnam po prostu odnieść mu książkę i darować sobie ciasto, albo poczekać aż sam po nią przyjdzie udając, że nawet jej nie zauważyłam.
Usiadłam zrezygnowana. Czułam się jak nastolatka, która boi się zrobić pierwszy krok. Pierwszy raz przyszło mi do głowy, że być może celowo zostawił u mnie swoją książkę. Westchnęłam patrząc na zegar. Wskazywał 12:18. Osiemnaście minut stania przed lustrem i zastanawiania się czy dobrze wyglądam i czy to, co zamierzam robić to zwykła sąsiedzka uprzejmość czy też coś więcej.
Czy gdyby Karol był dobrym, troskliwym i kochającym mężem czekałabym z niecierpliwością na kolejne spotkania z Adamem? A może byłby tylko sąsiadem, który czasem zagaja na temat pogody i o którym nie wiem nic.
Sięgnęłam po karteczkę samoprzylepną i czarnym długopisem zapisałam: Dziękuję za pomoc i za wszystko. Mam nadzieję, że lubisz ciasto czekoladowe. Smacznego. Włożyłam ją do książki w tym samym miejscu gdzie tkwiła zakładka i zatrzymując się przy bawiącej w łóżeczku Blance powiedziałam:
- Mama zaraz wróci. Jednak dzisiaj nigdzie nie pójdziemy.
Na szczęście nie było zbyt ciepło, ani słonecznie, więc pozostawienie książki i smakołyku na nowym stole sąsiada nie ryzykowało rozpuszczeniem ciasta.
Wróciłam do domu i przebrałam się w szary dres. Nie powinnam była kusić losu. Adam był przystojnym, samotnym mężczyzną, a ja mężatką, choć nie do końca szczęśliwą kobietą. Ewidentnie nas do siebie ciągnęło, ale chyba powinnam przystopować. I nie dlatego, że tego nie chciałam, ale dlatego, że wciąż miałam męża. I nawet, jeśli on nie był uczciwy wobec mnie, ja nie zamierzałam w jakikolwiek sposób przyczyniać się do rozpadu naszego małżeństwa.



Tuż po obiedzie temperatura znacznie podskoczyła do góry, a ja stwierdziłam, że to dobry pomysł żeby rozwiesić pranie na podwórku. Karol jak zwykle leżał na sofie, co jakiś czas ucinając sobie chwilowe drzemki, z których wybudzała go Blanka gaworząc podczas oglądania bajki.
Wyszłam na dwór w tym samym momencie, gdy Adam wjechał na podjazd. Choć na pierwszy rzut oka nie wyglądał zbyt dobrze, szybko na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Cześć, dziękuję za ciasto. Przywołałaś smak mojego dzieciństwa.
- Hej, cieszę się. Mam nadzieję, że to oznacza, iż smakowało.
- No jasne, niemal identyczne jak ciasto mojej mamy - uśmiechnął się z lekką nostalgią w spojrzeniu. - Opłacało się zapomnieć książki.
Przez chwilę miałam wrażenie, że właśnie ugryzł się w język i stało się niemal pewne dla mnie, że książkę zostawił celowo. Roześmiałam się jedynie, bo kątem oka dostrzegłam jak Karol zatrzymuje się przy oknie w kuchni na chwilę, a potem znika przyłapany. Choć w zasadzie to ja poczułam się jak przyłapana, mimo, że zwyczajnie zamieniłam kilka słów ze sąsiadem.

Gdy wróciłam do domu, Blanka została sama w salonie, a Karol krzątał się po kuchni. Miałam cichą nadzieję, że tylko widział, a nie słyszał naszą krótką rozmowę. Nie byłam pewna czy okno w kuchni było zamknięte. Usadowiłam małą w łóżeczku tak by mieć na nią widok z kuchni i lekko poddenerwowana dołączyłam do męża. Wiedziałam, że robię źle. Nie powinnam mieć wyrzutów sumienia, a jednak miałam. Starałam się ukrywać relacje z Adamem przed Karolem, a więc usprawiedliwianie się, że jest on tylko miłym sąsiadem przestawało na mnie działać. Zdecydowanie coraz bardziej go lubiłam.
- Chyba dobrze się już znacie, co? - Spytał stojąc oparty o blat kuchenny z nadgryzionym jabłkiem w ręku.
- Spędzam tyle czasu w domu, więc to normalne, że znam naszych sąsiadów.
- Nie zauważyłem byś kiedykolwiek tak ochoczo rozmawiała z panią Bogną.
Spojrzałam na niego z przekąsem.
- Może, dlatego, że ona niemal wcale nie wychodzi z domu?
Pani Bogna to schorowana staruszka, którą trzy razy dziennie odwiedza opiekunka, a w weekendy przyjeżdżają do niej dorosłe już dzieci z wnukami. Kiedy byłam jeszcze szczerbatą sześciolatką częstowała mnie irysami ilekroć tylko spotkałam ją na dworze i wtedy faktycznie była rozmowną osobą, ale z wiekiem stała się bardziej zmęczona i małomówna, aż wreszcie przestała wychodzić z domu. To tylko potwierdzało to jak mało Karol wie o naszej okolicy.
- To fakt, dawno jej nie widziałem.
Przewróciłam oczami przygotowując podwieczorek dla Blanki. Cały ten czas czułam uważne spojrzenie Karola na sobie. Irytowało mnie to, bo gdyby on chociaż coś mówił, a nie tylko gapił się jakby czekał aż zacznę się tłumaczyć.
      Nie zamierzałam tego robić.
- O czym rozmawialiście? – Spytał chłodno.
W mojej głowie nagle zaczął się istny chaos. Miałam mu powiedzieć, że podzieliłam się z nim ciastem czekoladowym, a w zasadzie był to dowód wdzięczności za opiekę nad Blanką, podczas gdy ja mogłam się wreszcie wyspać? Nie wiedziałam też czy sprawdza mnie, czy naprawdę nie wiedział, o czym rozmawialiśmy.
Zawsze wyznawałam zasadę, że kiedy nie wiesz, co powiedzieć, mów prawdę, ale tym razem miałam co do tego wątpliwości. Nie chciałam by Karol miał jakiekolwiek powody do zazdrości, ale skoro już tyle przed nim ukryłam to wychodziło na to, że powinien je mieć.
- O pierdołach – odparłam starając się brzmieć tak jakby pogawędka z Adamem nie miała dla mnie najmniejszego znaczenia.
Karol roześmiał się szyderczo.
- Coś nie tak? – Spytałam przekładając kaszkę malinową do różowej miseczki.
- Nic, po prostu nie pierwszy raz widzę, że rozmawiacie. Może jestem zazdrosny – odparł złowrogo. – Całymi dniami lub nocami mnie nie ma, więc mam prawo się martwić widząc, że przy nim promieniejesz, a jak tylko pojawiłaś się w kuchni to pochmurna i niewesoła.
Odwróciłam się zaskoczona. Nie sądziłam, że promienieję w obecności sąsiada. Naprawdę ucieszyłam się, że przypomniałam mu dzieciństwo smakiem ciasta. Rzadko, kiedy słyszę coś pochlebnego od swojego męża, więc nie dziwne, że cieszę się, gdy ktoś obcy mnie docenia.
- Po prostu dziękował mi za ciasto, którym go wczoraj poczęstowałam. Cieszę się, że ktoś docenia to, co robię. Mimo, że to nic wielkiego.
Karol jeszcze bardziej się rozzłościł wyczuwając aluzję, co do jego braku zainteresowania i obojętności. Chyba to bardziej zabolało go niż sama rozmowa z sąsiadem i podarowanie mu ciasta. Nie pytał o więcej, więc nie zamierzałam go wtajemniczać w resztę.
- Uważasz, że jestem złym mężem?
- Nie mogę tego powiedzieć. Nie krzywdzisz mnie, ale... – Westchnęłam widząc jego zszokowane spojrzenie jakbym właśnie burzyła jego idealną wizję naszego nieidealnego małżeństwa. – Twoja obojętność i niezaangażowanie jest chyba tak samo bolesne.
- Czyli jestem zły – warknął. – Tylko, w czym on jest lepszy ode mnie?
- Na litość boską! – Odstawiłam miseczkę z kaszką na blat. – Nie mieszaj w to Bogu ducha winnego sąsiada, tylko przejrzyj na oczy. Próbowałam jakoś zażegnać nasz kryzys i wydawało mi się, że sukcesywnie. Ale to było chwilowe i naprawdę nie wiem już, co mam robić żeby było dobrze, jak dawniej. A Ty teraz doszukujesz się w tym mojej winy, snując jakieś chore scenariusze. Ale to nie nasz sąsiad jest tutaj przyczyną, a Twoje bierne tkwienie w tym, co razem stworzyliśmy. Więc jeśli uważasz, że coś jest nie tak to najpierw przyjrzyj się sobie.
Odebrało mu mowę, ale byłam dumna z siebie, że wygarnęłam mu wszystko, co do tej pory kłębiło mi się w głowie. Sięgnęłam po kaszkę dla Blanki i zostawiłam go samego w kuchni. Wiedziałam, że nawet, jeśli miałam rację i on też to dostrzegł, to dzisiaj nie usłyszę z jego ust żadnego słowa. Czy to miałoby być przyznanie racji, skrucha, czy inny zarzut, on dzisiaj nie schowa swojej męskiej dumy do kieszeni.
I nie myliłam się, już po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. W głowie przemknęły mi chwile z dnia naszego ślubu. Jego pełne zachwytu spojrzenie, gdy zobaczył mnie w długiej, kremowej sukni. Jego wzruszenie, gdy zakładał mi na palec złotą obrączkę. Jego szczęśliwe, zaspane spojrzenie, gdy obudziliśmy się o poranku po raz pierwszy, jako małżeństwo. Dziś tego nie było, nawet namiastki. A na wspomnienie o tym czułam pustkę, rozrywającą mnie w środku.
Nie chciałam wiedzieć gdzie zamierzał pójść, ale miałam nadzieję, że potrzebuje być sam ze sobą by wszystko przemyśleć i wysunąć właściwe wnioski.

Oby właściwe.

https://www.youtube.com/watch?v=nNsZVO6Yy0k

czwartek, 1 września 2016

Szósty - "Jedna Noc"

4 maja, środa


Po rodzinnej majówce nie zostało już śladu. Zegar wskazywał 5:10. Karol nie dawno wyszedł do pracy, a ja wierciłam się na łóżku walcząc z bezsennością. Czułam się beznadziejnie, bo potrzebowałam snu, a mój umysł jakby nie zgrywał się ze zmęczonym ciałem. Tym bardziej, że Blanka w ostatnich dniach lepiej sypiała i budziła się po nawet po ósmej. Miałam okazję, by się wyspać, ale najwidoczniej moje serce i rozum zmówiły się przeciwko mnie. Jak nigdy, działają razem. Jednak żeby nie było za pięknie, zgadzają się tylko w kwestii spania.
Wstałam po cichu udając się do kuchni. Wczoraj mój mąż sprawił mi prezent. W zasadzie już nie będę musiała się martwić i zaglądać, co chwilę do sypialni czy Blanka śpi. Kamerka EyeOn Baby wyposażona w czujniki dźwięki i ruchu powinna zawsze informować mnie, kiedy maleństwo potrzebuje mojej uwagi. Miałam nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Wczoraj cały dzień testowaliśmy ją razem, dzięki czemu spędziliśmy miły wieczór na sofie w salonie.
Karol uznał, że ostatnio jestem zbyt nerwowa i może to choć trochę przyczyni się do zniwelowania moich nastrojów, bo będę mieć więcej czasu na myślenie o sobie. Szkoda, że nie dostałam jej od razu po urodzeniu Blanki, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Swoją drogą zaskoczył mnie tym prezentem. Poczułam się pierwszy raz od dawna doceniona. Sam pomyślał o tym, że potrzebuję więcej spokoju, a nawet pomyślał o nas.
Zaparzyłam kawę i choć Karol miał tylko cztery dni wolnego, zdążyłam się przyzwyczaić i nalałam jej do dwóch kubków. Gdy pracuje, wspólne śniadania nie wchodzą w rachubę.
Na dworze było naprawdę przyjemnie. Zapowiadał się kolejny słoneczny dzień. Narzuciłam na koszulę nocną ciepły sweter bawełniany sięgający niemal do kolan i usadowiłam się na huśtawce wpatrując się w ekran tabletu, na którym widziałam spokojnie śpiąca Blankę.
To był naprawdę trafiony prezent.
Wzięłam głęboki oddech delektując się rześkim, porannym powietrzem jednocześnie wsłuchując w świergot ptaków. To była magia chwili. Przerwał ją dźwięk otwierających się drzwi w garażu sąsiada, którego po chwili zobaczyłam. I wcale nie miałam mu za złe, że zatrzymał moje rozkoszowanie się porankiem w samotności. Przecierał oczy ciężkimi ruchami, jakby wciąż spał.
- Hej, masz może ochotę na kawę? – Spytałam radośnie, co ewidentnie go zaskoczyło.
Spojrzał na mnie uśmiechając się lekko.
- Cześć, z chęcią się napije – ziewnął, ale ewidentnie budził się do życia.
Bez zastanowienia odłożyłam swój kubek i przyniosłam kolejny. Całe szczęście nie użyłam tego ze zdjęciem mojego męża, a zupełnie przypadkiem wzięłam ten z napisem „dear friend”. Mimo wszystko, gdy tylko zobaczyłam sąsiada, od razu pomyślałam o drugiej kawie. Nie bez powodu zaparzyłam je dwie.  A może lepsza wersja to taka, że kawa się nie zmarnuje. Dwie z rana dla mnie to za dużo, mimo, że uwielbiam ją pić.
Poklepałam dłonią miejsce obok siebie na huśtawce zachęcając Adama, by usiadł, co nieco go speszyło, lecz o dziwo mnie nie. Mimo to, nie odmówił. Przez chwilę w mojej głowie krążyła myśl, że może to faktycznie było nieodpowiednie, a kubek mogłam mu po prostu podać przez dzielący nas płot. Jednak tylko przez chwilę.
- Pyszna – oznajmił upijając pierwszy łyk. – Po twoim dobrym nastroju wnioskuję, że kolacja się udała – spojrzał na mnie uważnie. - Mówiłem jednak, że nie powinnaś przesadzać z gałką muszkatołową.
Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Postawiłam jednak na krewetki. Obyło się bez omamów.
- To dobrze. Wasze zdrowie – uniósł kubek swojej kawy, po czym stuknęliśmy nimi o siebie wnosząc toast za moje małżeństwo.
Wznosiłam toast za moje małżeństwo. Z sąsiadem. Przystojnym jak cholera. Biłam się za to po twarzy, w myślach oczywiście.
- Jak minął ci weekend majowy? – Spytałam patrząc przed siebie i wdychając świeże powietrze mieszające się z zapachem kawy i jego cytrusowymi perfumami.
- W porządku – odparł obojętnie. – W końcu obejrzałem cały ostatni sezon Breaking Bad. Wypiłem kilka piw z kumplem z pracy – roześmiał się blado wzruszając ramionami, co oznaczało, że nie do końca był zadowolony ze swojego weekendu. – Twój rozumiem był o wiele ciekawszy.
Szturchnął mnie lekko w ramię, a ja poczułam się jakbym siedziała nie z nowym sąsiadem poznanym tydzień temu, a z najlepszym przyjacielem z dzieciństwa.
- Skłamałabym mówiąc, że nie. Dziękuję za podsunięcie pomysłu – faktycznie się udał, aczkolwiek nie było idealnie. Może więc trochę kłamałam. Chociaż nie powinnam była narzekać.
- Wychodzi na to, że krewetki są idealne na zażegnanie kryzysu małżeńskiego.
- Mówiąc precyzyjniej, są wstępem do jego zażegnania. Plus wino.
Roześmiał się i przez chwilę obydwoje wpatrywaliśmy się przed siebie. Zupełnie bez skrępowania ciszą. Nie było w tym nic niezręcznego, wręcz przeciwnie.
- Ładna róża – powiedział z podziwem.
Przez chwilę szukałam jej w ogródku, ale szybko uświadomiłam sobie, że mówi o róży wytatuowanej na moim przedramieniu. Jest dosyć duża i w zasadzie nie sposób jej nie zauważyć. Zwyczajna, bez kolorowych wypełnień z lekko wystającymi listkami. Choć mimo swej prostoty każdy uważa, że jest urocza.
- Mam ją już prawie dwa lata. Zrobiłam go trochę z głupoty.
- Dlaczego? – Spytał wciąż się w nią wpatrując.
- Chciałam pokazać Karolowi, że jestem spontaniczną osobą, bo według niego taka nie byłam i zrobiłam tatuaż. Nieco wcześniej podsłuchałam jak rozmawiał z przyjacielem i uznali, że tatuaże róż u kobiet są seksowne, więc podchwyciłam pomysł.
- I zmienił zdanie?
- Nie – pokiwałam głową nieco zawstydzona – stwierdził, że się oszpeciłam. Ale mnie się podoba. Pamiętam jak zły był wtedy, że w ogóle o niczym mu nie powiedziałam. I była to pierwsza rzecz, o którą się pokłóciliśmy. A gdy wspomniałam o jego rozmowie z Pawłem powiedział, że po prostu przytaknął mu by ten skończył rozmowę o tatuażach.
- Ja nie jestem ich fanem, ale ten naprawdę mi się podoba. Pasuje ci – lekko musnął swoimi delikatnymi palcami wytatuowany fragment mojego ciała, a ja poczułam dreszcze przechodzące po moim ciele. Wewnątrz ogarnęło mnie przyjemne ciepło.
Unieśliśmy spojrzenia w tym samym momencie patrząc sobie w oczy. Ja lekko onieśmielona, on zakłopotany swoją nazbyt spontaniczną reakcją. Odwróciliśmy wzrok od siebie i nagle cisza stała się kompletnie krępująca. W dodatku teraz uzmysłowiłam sobie jak blisko siedzimy i poczułam się niemal naga w samym swetrze, który nie sięgał mi nawet do kolan.
- Dziękuję za kawę – oznajmił wstając. – Ale na mnie pora. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia.
- Nie ma za co. Do zobaczenia.
Uśmiechnęłam się, ale wcale nie chciałam by już szedł. Nie mogłam mu tego jednak powiedzieć. Bałam się, że każda kolejna sekunda przyniesie więcej spojrzeń. Więcej bólu w stłumionych przez żądzę dotyku ciał.
- Do zobaczenia – pożegnał się patrząc na mnie z przejęciem, po czym odwrócił się i zniknął w swoim domu.
Wciąż czułam lekkie podekscytowanie. I zażenowanie. Odniosłam wrażenie, że uciekł. Ale to lepiej. Postąpił mądrze. Z każdą rozmową przekraczaliśmy pewną granicę. I choć całe zajście było przyjemne, nie powinno być takie dla mnie. Widziałam w nim zbyt wiele rzeczy, które sprawiały, że przestawał być dla mnie tylko sąsiadem, a stawał się kimś więcej. Kawa o poranku ramię w ramię, jego dotyk, spojrzenie. Nie zaplanowałam tego i  spodziewam się, że on też nie. Jednak to wszystko miało miejsce. I to wszystko było niewłaściwe, zważywszy na to, że niedawno naprawiłam relacje z mężem. Przede wszystkim przez to niewłaściwe, że jestem mężatką.
To, że tydzień temu potrzebowałam zainteresowania i zrozumienia było zupełnie normalne. Jednak dzisiaj nie powinnam była doprowadzić do tego, by ta rozmowa obrała taki tor. Mogłam zakończyć to zwykłym dzień dobry, jak minął ci weekend majowy...
A jednak szukałam więcej...


piątek, 15 kwietnia 2016

1. "Byłam żoną seryjnego mordercy"

Tytuł: "Byłam żoną seryjnego mordercy"
Autor: Cathy Wilson
Gatunek: Autobiografia 
Ilość stron: 349
(u mnie w wersji kieszonkowej)



Gdy zobaczyłam tę książkę pierwszy raz, pomyślałam, że może to być dobry thriller - czyli coś co lubię. Po chwili zorientowałam się, że jest to autobiografia i nieco zawahałam się nad kupnem. Stwierdziłam jednak, że warto sięgnąć po coś innego niż dotychczas i tak książka ta powiększyła moją biblioteczkę.
Pochłonęłam ją jednym tchem, nie licząc przerwy na spanie i jedzenie. Spodziewałam się bardziej opisu małżeństwa autorki, okresu z dorosłego życia, a tymczasem historia opowiedziana jest od wczesnego dzieciństwa kobiety do rozwiązania wszystkich jej problemów, czyli mniej więcej do 36 roku  jej życia. Sama autorka uznaje napisanie tej książki za rodzaj terapii i wyjawia rzeczy, o których do tej pory nikomu nie mówiła.

Cathy Wilson miała naprawdę ciężkie dzieciństwo - narkotyki w domu, matka krzywdzona na jej oczach, rodziny zastępcze, wykorzystywanie seksualne przez pozornie dobrych ludzi. Widziała i przeżyła zbyt wiele, w wieku 8 lat traci matkę. Miała szansę nie powielać jej błędow, a jednak jej życie był analogią życia jej matki.
Piekło zaczęło się wraz z poznaniem Petera Tobina, który miał być kochającym, dojrzałym partnerem a okazał się szantażystą, gwałcicielem i katem. Cathy musiała walczyć o siebie, ale także o swojego syna.

W książce pojawia się polski wątek Angeliki Kluk, brutalnie zamordowanej i zgwałconej przez Petera Tobina studentce pracującej w Glasgow w 2006 roku. To wtedy Cathy Wilson dowiaduje się, że jej mąż to seryjny morderca. Na jaw wychodzą także dwa zabójstwa sprzed lat. A on sam w więzieniu prowokuje policjantów, mówiąc, że ofiar było 48! 

Dla mnie osobiście jest to nie tylko autobiografia kobiety, ale książka ukazująca siłę macierzyństwa. Gdy życie jej dziecka także staje się zagrożone, postanawia odejść. W oparciu o jej historię można stworzyć schemat toksycznego związku. Jest to przestroga dla kobiet, młodych matek. Warto dbać o swoje, a w sytuacjach podobnych sięgnąć po pomoc. Nie pozwolić by dziecko było traktowane jako "karta przetargowa".

Nie mogę powiedzieć, że książka jest dobra, bo czuję się dziwnie myśląc o tym, że historia wydarzyła się naprawdę. Jest napewno poruszająca, ale jednocześnie ciężka, szokująca i tragiczna.