Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 września 2016

Ósmy - "Jedna noc"

10 maja, wtorek



Stanęłam przed lustrem poprawiając dół dżinsowej sukienki. Może nie wyglądałam jak na co dzień, ale też nie chciałam sprawiać wrażenia wystrojonej. Zdecydowanie nie było w tym nic złego, że chciałam ładnie wyglądać. Jednak czułam się nieswojo i miałam ochotę znowu wskoczyć w szary dres.
Nie stroiłam się dla Karola.
Odwróciłam się i przygryzając wargę spojrzałam na leżącą na stole książkę, a na niej plastikowy pojemnik z dwoma porcjami ciasta czekoladowego, które ozdobiłam malinami. Może powinnam po prostu odnieść mu książkę i darować sobie ciasto, albo poczekać aż sam po nią przyjdzie udając, że nawet jej nie zauważyłam.
Usiadłam zrezygnowana. Czułam się jak nastolatka, która boi się zrobić pierwszy krok. Pierwszy raz przyszło mi do głowy, że być może celowo zostawił u mnie swoją książkę. Westchnęłam patrząc na zegar. Wskazywał 12:18. Osiemnaście minut stania przed lustrem i zastanawiania się czy dobrze wyglądam i czy to, co zamierzam robić to zwykła sąsiedzka uprzejmość czy też coś więcej.
Czy gdyby Karol był dobrym, troskliwym i kochającym mężem czekałabym z niecierpliwością na kolejne spotkania z Adamem? A może byłby tylko sąsiadem, który czasem zagaja na temat pogody i o którym nie wiem nic.
Sięgnęłam po karteczkę samoprzylepną i czarnym długopisem zapisałam: Dziękuję za pomoc i za wszystko. Mam nadzieję, że lubisz ciasto czekoladowe. Smacznego. Włożyłam ją do książki w tym samym miejscu gdzie tkwiła zakładka i zatrzymując się przy bawiącej w łóżeczku Blance powiedziałam:
- Mama zaraz wróci. Jednak dzisiaj nigdzie nie pójdziemy.
Na szczęście nie było zbyt ciepło, ani słonecznie, więc pozostawienie książki i smakołyku na nowym stole sąsiada nie ryzykowało rozpuszczeniem ciasta.
Wróciłam do domu i przebrałam się w szary dres. Nie powinnam była kusić losu. Adam był przystojnym, samotnym mężczyzną, a ja mężatką, choć nie do końca szczęśliwą kobietą. Ewidentnie nas do siebie ciągnęło, ale chyba powinnam przystopować. I nie dlatego, że tego nie chciałam, ale dlatego, że wciąż miałam męża. I nawet, jeśli on nie był uczciwy wobec mnie, ja nie zamierzałam w jakikolwiek sposób przyczyniać się do rozpadu naszego małżeństwa.



Tuż po obiedzie temperatura znacznie podskoczyła do góry, a ja stwierdziłam, że to dobry pomysł żeby rozwiesić pranie na podwórku. Karol jak zwykle leżał na sofie, co jakiś czas ucinając sobie chwilowe drzemki, z których wybudzała go Blanka gaworząc podczas oglądania bajki.
Wyszłam na dwór w tym samym momencie, gdy Adam wjechał na podjazd. Choć na pierwszy rzut oka nie wyglądał zbyt dobrze, szybko na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Cześć, dziękuję za ciasto. Przywołałaś smak mojego dzieciństwa.
- Hej, cieszę się. Mam nadzieję, że to oznacza, iż smakowało.
- No jasne, niemal identyczne jak ciasto mojej mamy - uśmiechnął się z lekką nostalgią w spojrzeniu. - Opłacało się zapomnieć książki.
Przez chwilę miałam wrażenie, że właśnie ugryzł się w język i stało się niemal pewne dla mnie, że książkę zostawił celowo. Roześmiałam się jedynie, bo kątem oka dostrzegłam jak Karol zatrzymuje się przy oknie w kuchni na chwilę, a potem znika przyłapany. Choć w zasadzie to ja poczułam się jak przyłapana, mimo, że zwyczajnie zamieniłam kilka słów ze sąsiadem.

Gdy wróciłam do domu, Blanka została sama w salonie, a Karol krzątał się po kuchni. Miałam cichą nadzieję, że tylko widział, a nie słyszał naszą krótką rozmowę. Nie byłam pewna czy okno w kuchni było zamknięte. Usadowiłam małą w łóżeczku tak by mieć na nią widok z kuchni i lekko poddenerwowana dołączyłam do męża. Wiedziałam, że robię źle. Nie powinnam mieć wyrzutów sumienia, a jednak miałam. Starałam się ukrywać relacje z Adamem przed Karolem, a więc usprawiedliwianie się, że jest on tylko miłym sąsiadem przestawało na mnie działać. Zdecydowanie coraz bardziej go lubiłam.
- Chyba dobrze się już znacie, co? - Spytał stojąc oparty o blat kuchenny z nadgryzionym jabłkiem w ręku.
- Spędzam tyle czasu w domu, więc to normalne, że znam naszych sąsiadów.
- Nie zauważyłem byś kiedykolwiek tak ochoczo rozmawiała z panią Bogną.
Spojrzałam na niego z przekąsem.
- Może, dlatego, że ona niemal wcale nie wychodzi z domu?
Pani Bogna to schorowana staruszka, którą trzy razy dziennie odwiedza opiekunka, a w weekendy przyjeżdżają do niej dorosłe już dzieci z wnukami. Kiedy byłam jeszcze szczerbatą sześciolatką częstowała mnie irysami ilekroć tylko spotkałam ją na dworze i wtedy faktycznie była rozmowną osobą, ale z wiekiem stała się bardziej zmęczona i małomówna, aż wreszcie przestała wychodzić z domu. To tylko potwierdzało to jak mało Karol wie o naszej okolicy.
- To fakt, dawno jej nie widziałem.
Przewróciłam oczami przygotowując podwieczorek dla Blanki. Cały ten czas czułam uważne spojrzenie Karola na sobie. Irytowało mnie to, bo gdyby on chociaż coś mówił, a nie tylko gapił się jakby czekał aż zacznę się tłumaczyć.
      Nie zamierzałam tego robić.
- O czym rozmawialiście? – Spytał chłodno.
W mojej głowie nagle zaczął się istny chaos. Miałam mu powiedzieć, że podzieliłam się z nim ciastem czekoladowym, a w zasadzie był to dowód wdzięczności za opiekę nad Blanką, podczas gdy ja mogłam się wreszcie wyspać? Nie wiedziałam też czy sprawdza mnie, czy naprawdę nie wiedział, o czym rozmawialiśmy.
Zawsze wyznawałam zasadę, że kiedy nie wiesz, co powiedzieć, mów prawdę, ale tym razem miałam co do tego wątpliwości. Nie chciałam by Karol miał jakiekolwiek powody do zazdrości, ale skoro już tyle przed nim ukryłam to wychodziło na to, że powinien je mieć.
- O pierdołach – odparłam starając się brzmieć tak jakby pogawędka z Adamem nie miała dla mnie najmniejszego znaczenia.
Karol roześmiał się szyderczo.
- Coś nie tak? – Spytałam przekładając kaszkę malinową do różowej miseczki.
- Nic, po prostu nie pierwszy raz widzę, że rozmawiacie. Może jestem zazdrosny – odparł złowrogo. – Całymi dniami lub nocami mnie nie ma, więc mam prawo się martwić widząc, że przy nim promieniejesz, a jak tylko pojawiłaś się w kuchni to pochmurna i niewesoła.
Odwróciłam się zaskoczona. Nie sądziłam, że promienieję w obecności sąsiada. Naprawdę ucieszyłam się, że przypomniałam mu dzieciństwo smakiem ciasta. Rzadko, kiedy słyszę coś pochlebnego od swojego męża, więc nie dziwne, że cieszę się, gdy ktoś obcy mnie docenia.
- Po prostu dziękował mi za ciasto, którym go wczoraj poczęstowałam. Cieszę się, że ktoś docenia to, co robię. Mimo, że to nic wielkiego.
Karol jeszcze bardziej się rozzłościł wyczuwając aluzję, co do jego braku zainteresowania i obojętności. Chyba to bardziej zabolało go niż sama rozmowa z sąsiadem i podarowanie mu ciasta. Nie pytał o więcej, więc nie zamierzałam go wtajemniczać w resztę.
- Uważasz, że jestem złym mężem?
- Nie mogę tego powiedzieć. Nie krzywdzisz mnie, ale... – Westchnęłam widząc jego zszokowane spojrzenie jakbym właśnie burzyła jego idealną wizję naszego nieidealnego małżeństwa. – Twoja obojętność i niezaangażowanie jest chyba tak samo bolesne.
- Czyli jestem zły – warknął. – Tylko, w czym on jest lepszy ode mnie?
- Na litość boską! – Odstawiłam miseczkę z kaszką na blat. – Nie mieszaj w to Bogu ducha winnego sąsiada, tylko przejrzyj na oczy. Próbowałam jakoś zażegnać nasz kryzys i wydawało mi się, że sukcesywnie. Ale to było chwilowe i naprawdę nie wiem już, co mam robić żeby było dobrze, jak dawniej. A Ty teraz doszukujesz się w tym mojej winy, snując jakieś chore scenariusze. Ale to nie nasz sąsiad jest tutaj przyczyną, a Twoje bierne tkwienie w tym, co razem stworzyliśmy. Więc jeśli uważasz, że coś jest nie tak to najpierw przyjrzyj się sobie.
Odebrało mu mowę, ale byłam dumna z siebie, że wygarnęłam mu wszystko, co do tej pory kłębiło mi się w głowie. Sięgnęłam po kaszkę dla Blanki i zostawiłam go samego w kuchni. Wiedziałam, że nawet, jeśli miałam rację i on też to dostrzegł, to dzisiaj nie usłyszę z jego ust żadnego słowa. Czy to miałoby być przyznanie racji, skrucha, czy inny zarzut, on dzisiaj nie schowa swojej męskiej dumy do kieszeni.
I nie myliłam się, już po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. W głowie przemknęły mi chwile z dnia naszego ślubu. Jego pełne zachwytu spojrzenie, gdy zobaczył mnie w długiej, kremowej sukni. Jego wzruszenie, gdy zakładał mi na palec złotą obrączkę. Jego szczęśliwe, zaspane spojrzenie, gdy obudziliśmy się o poranku po raz pierwszy, jako małżeństwo. Dziś tego nie było, nawet namiastki. A na wspomnienie o tym czułam pustkę, rozrywającą mnie w środku.
Nie chciałam wiedzieć gdzie zamierzał pójść, ale miałam nadzieję, że potrzebuje być sam ze sobą by wszystko przemyśleć i wysunąć właściwe wnioski.

Oby właściwe.

https://www.youtube.com/watch?v=nNsZVO6Yy0k

czwartek, 2 czerwca 2016

6. Przerwa

Cześć,
z racji, iż u mnie ostatnio urlop za urlopem, mam mniej czasu na pisanie i nieco zaniedbałam bloga. Oczywiście nie czytam wcale mniej niż zwykle, może ciut ciut, ale już po weekendzie uraczę Was kolejną recenzją.

Dwa tygodnie temu odwiedziłam ukochaną Polskę. Komunia brata, ortodonta i inne sprawy, potem powrót do pracy i kolejny wypad. Tym razem do pięknej, bajkowej Anglii. Momentami czułam się jak w słonecznej Hiszpanii. Aż stwierdziłam, że muszę się pochwalić zdjęciami.


 Betws-y-coed
Tak wyglądała wioska gdzie nocowaliśmy. Wszedzie męczące owce, świergot ptaków, pełno zieleni, zapierające dech w piersiach widoki i zero zasięgu... Tylko dostęp do Wifi w hotelu. :D Tak czy siak, idealne miejsce do zresetowania.





Trochę spacerowania po okolicach. :)



Dzięki uprzejmości gospodarza moglismy upiec polską kiełbaskę na grillu, a przy takich widokach jedliśmy kolację na dworze. <3





Nastepnego dnia udaliśmy się ku wybrzeżom Snowdonii, uraczając się po drodzę naprawdę pięknymi pejzażami. Było dosyć wietrznie, ale potem...











Temperatura totalnie się zmieniła i zanim rozłożyłam się na kocu na plaży w Barmouth, musiałam zwiedzić pobliskie bazarki w poszukiwaniu krótkich spodenek i japonek. Udało się i nawet zyskałam lekką opaleniznę. Pogoda niczym nie przypominała tej typowo angielskiej. 








 A na deser, odwiedziliśmy urocze miasteczko Conwy, tuż przy słynnym Llandudno. Głównym punktem był Zamek Conwy z XIII wieku. Nie zwiedzaliśmy wnętrza, ale widoki na zewnatrz były naprawdę mega bajeczne. 
Walia to  celtycka kraina historyczna i naprawdę cudowny kawałek Europy. Polecam szczególnie fanom historii, bo znajduję się tutaj naprawdę wiele megalitycznych budowli. Ale też ze wzgędu na piękne widoki. Można się zakochać.

Do następnej recenzji!







wtorek, 10 maja 2016

4. "Układ" idealny.

Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Układ
Data wydania: 2015
Gatunek: Współczesny romans
Ilość stron: 462
Wydawnictwo: Zysk i S-KA



Och, było gorąco!
Deszczową Anglię nawiedziły upalne, duszne dni. Co prawda większość z nich spędziłam w pracy, ale pomiędzy nią, a snem pozwoliłam sobie na najlepszy romans 2015 w IBOOKS STORE. Przeczytałam kilka recenzji i każda z nich zachęcała mnie coraz bardziej. Już tego samego dnia, gdy otrzymałam książkę, wyruszyłam z nią na spacer do parku, a tam rozłożyłam koc, zanurzając się w historii dwojga studentów. I ta powieść sprawiła, że na termometrach przybyło o parę stopni. Oj, można dostać wypieków na twarzy. 

Elle Kennedy to kanadyjska autorka bestsellerów współczesnego romansu oraz mistrzyni romantycznego napięcia. Myślę, że z chęcią sięgnę po inne jej powieści, bo Układ to strzał w dziesiątkę. Piękna historia przeplatana dowcipem, sarkazmem, romantyzmem i erotyzmem. Oczywiście, Grey się może chować i palić ze wstydu za swoją prymitywność i nader prosty język. 

Głównymi bohaterami książki są studenci jednego z najlepszych uniwersytetów w kraju. 
Ona - Hannah Wells - wzorowa uczennica, pewna siebie dziewczyna, mimo, że nieciesząca się zbyt wielką popularnością na uczelni. Nie ma zbyt dużego doświadczenia z chłopakami, a w dodatku wciąż psuje jej to jedno, okropne wydarzenie z przeszłości. Właśnie zakochała się w przystojnym futboliście, ale nie tak łatwo jest jej zwrócić jego uwagę, podczas gdy na sam jego widok brakuje jej słów, a policzki oblewają się purpurą...
On - Garret Graham - kapitan drużyny hokejowej, a zarazem największy playboy na uniwersytecie, o którego krótkim spojrzeniu i uśmiechu wysłanym w jej stronę marzy niemal każda studentka. Jest tego pewien dopóki nie poznaje Hannah. A przekonuje się o tym w momencie, gdy jego kariera w drużynie staje pod znakiem zapytania, gdy zawala ważną klasówkę, a z którą poradziła sobie tylko ona, dziewczyna, której imienia jeszcze wtedy nie zna. 
Obydwoje idą na układ. Ona udziela mu korepetycji, a on pomaga jej wzbudzić zazdrość w niedostępnym i przystojnym futboliście. 
Choć obydwoje na początku dążą uparcie tylko do wyznaczonego celu, szybko zaprzyjaźniają się, a jeden niespodziewany pocałunek zmienia ich dotychczasowy świat o 180 stopni. 

"Czasem ludzie wkradają się w Twoje życie i nagle nie masz pojęcia, jak mogłeś żyć bez nich."

Muszę przyznać, że już dawno nie czytałam tak dobrej książki, w której zawarte jest wszystko, co lubię. Bohaterzy z ciętym językiem i poczuciem humoru, przede wszystkim trójwymiarowi bohaterzy, potężna dawka romantyzmu i nieco większa szczypta erotyzmu, a wszystko to przeplatające się z codziennością. Samo to, że akcja rozgrywa się głównie na uczelni i w akademiku, aż chciałoby się wrócić do czasów szkolnych i przeżywać młodzieńcze zauroczenia jeszcze raz...   I chociaż wydaje się na początku, że studenci Briar prowadzą idealne, sielankowe życie, a ich jedynymi problemami są oceny i sprawy sercowe, to jednak szybko ta wizja się rozmywa, a czytelnik zostaje wprowadzony w najciemniejszy zakątek duszy bohaterów, w którym każdy z nich dzieli się nami swoimi bolesnymi wspomnieniami i sekretami. I to za sprawą tego stają się nam tak bliscy, że nie chcemy nawet na moment opuszczać ich świata. Książka na pewno rozpala nasze wnętrza powodując przyśpieszenie tętna. 
Ponoć dobrą książkę poznamy po tym, o której godzinie kładziemy się spać. I to prawda, zawzięcie postanawiałam, że to jeszcze tylko jeden rozdział, mimo, że do porannej pobudki zostawało mi zaledwie pięć godzin.

A więc moja ocena dzisiaj to 11/10. I nie przesadzam, nie jest za słodko, nawet pomimo okładki w kolorze fuksji. Choć książkę skończyłam czytać wczoraj rano, to wciąż siedzi mi w głowie i pewnie zostanie w pamięci na długo. I jeszcze dodam, że nastrojowości książce dodała piękna, emocjonalna muzyka zespołu NOTHING BUT THIEVES. Połączenie… idealne.



Polecam z całego, wciąż rozgrzanego serducha! Gwarantuję, że zakochacie się w ich oczach. I przyznajcie się, kto miał wypieki na twarzy podczas czytania? 😊

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

2."Kocham cię nad życie"

Tytuł: "Kocham cię nad życie"
Autor: Jill Mansell
Gatunek: Romans
Ilość stron: 440
(seria do torebki)




Po ciężkiej, emocjonalnej autobiografii przyszedł czas na coś lekkiego i przyjemnego. Książka ta leżała na mojej półce już prawie od roku, czekając cierpliwie na swoją kolej, a ja sięgając po nią, obawiałam się kolejnej, nudnej i takiej co nie zapada w pamięć, lecz ku mojemu zaskoczeniu okazała się ciepłą, pełną dowcipu i romantyzmu powieścią. Nie mogłam się od niej oderwać, ciągle powtarzając sobie, że to ostatni rozdział, a jednocześnie nie chcąc jeszcze rozstawać się ze światem bohaterów.

Akcja powieści rozgrywa się głównie w Londynie, a jej pierwszoplanową bohaterką jest młoda Ellie Kendall, która traci męża w wypadku samochodowym. Dopiero po roku czasu jej życie nabiera barw, a ze stratą ukochanego udaje się jej w pewnym sensie pogodzić tylko dzięki wyimaginowanym rozmowom z mężem. Pomoc teścia, przeprowadzka i nowa praca wnoszą wiele nowego. Poznaje Roo, która z czasem staje  się jej przyjaciółką. Choć kobiety są zupełnie inne, doskonale się rozumieją i razem brną przez świat na Primrose Hill. Z kolei w nowej pracy trafia na idealnego pod każdym względem szefa.
Przez całą powieść śledzimy jej barwne losy, ale historie reszty bohaterów są tak samo wciągające.
Plus dla autorki za to, że czytając tę uroczą książkę czułam się całkowicie przesiąknięta ich życiem. Jakbym tam była, jakby oni byli prawdziwi. A jak wiadomo nie każdemu udaje się stworzyć tak realnych, trójwymairowych bohaterów. Zamykając książkę miałam wrażenie, że właśnie wróciłam do domu z przyjemnej podróży.
Ta książka uświadamia nam jedno: każdy potrzebuje miłości. Niezależnie od tego czy jest się młodą wdową, zapracowanym biznesmenem, znanym aktorem czy dawną gwiazdą muzyki pop. Każdy z nas został stworzony do życia z drugą osobą, dzieleniem się z nią pięknymi chwilami, ale też wspieraniem w tych gorszych. Bo mając największe bogactwa i miliony na koncie, a nie mając tej najważniejszej osoby, nigdy nie będziemy do końca szczęśliwi.

Moja ocena to 10/10.
Każdemu kto uwielbia lekkie, przyjemne, pełne romantyzmu i zabawnych dialogów książki, polecam powieść Jill Mansell. Gwarancja odpłynięcia i spędzenia miłych chwil. Szczególnie gdy na zewnątrz piękna, wiosenna pogoda, śpiew ptaków i promienie słonca padające na twarz. To moja pierwsza, przeczytana książka na dworze w tym roku, co uwielbiam, ale niestety tutaj w Anglii nie często można sobie na to pozwolić gdyż rzadko pogoda temu sprzyja.


A Wy znacie podobne powieści,które choć z pozoru proste, ujmują za serce? :)

piątek, 15 kwietnia 2016

1. "Byłam żoną seryjnego mordercy"

Tytuł: "Byłam żoną seryjnego mordercy"
Autor: Cathy Wilson
Gatunek: Autobiografia 
Ilość stron: 349
(u mnie w wersji kieszonkowej)



Gdy zobaczyłam tę książkę pierwszy raz, pomyślałam, że może to być dobry thriller - czyli coś co lubię. Po chwili zorientowałam się, że jest to autobiografia i nieco zawahałam się nad kupnem. Stwierdziłam jednak, że warto sięgnąć po coś innego niż dotychczas i tak książka ta powiększyła moją biblioteczkę.
Pochłonęłam ją jednym tchem, nie licząc przerwy na spanie i jedzenie. Spodziewałam się bardziej opisu małżeństwa autorki, okresu z dorosłego życia, a tymczasem historia opowiedziana jest od wczesnego dzieciństwa kobiety do rozwiązania wszystkich jej problemów, czyli mniej więcej do 36 roku  jej życia. Sama autorka uznaje napisanie tej książki za rodzaj terapii i wyjawia rzeczy, o których do tej pory nikomu nie mówiła.

Cathy Wilson miała naprawdę ciężkie dzieciństwo - narkotyki w domu, matka krzywdzona na jej oczach, rodziny zastępcze, wykorzystywanie seksualne przez pozornie dobrych ludzi. Widziała i przeżyła zbyt wiele, w wieku 8 lat traci matkę. Miała szansę nie powielać jej błędow, a jednak jej życie był analogią życia jej matki.
Piekło zaczęło się wraz z poznaniem Petera Tobina, który miał być kochającym, dojrzałym partnerem a okazał się szantażystą, gwałcicielem i katem. Cathy musiała walczyć o siebie, ale także o swojego syna.

W książce pojawia się polski wątek Angeliki Kluk, brutalnie zamordowanej i zgwałconej przez Petera Tobina studentce pracującej w Glasgow w 2006 roku. To wtedy Cathy Wilson dowiaduje się, że jej mąż to seryjny morderca. Na jaw wychodzą także dwa zabójstwa sprzed lat. A on sam w więzieniu prowokuje policjantów, mówiąc, że ofiar było 48! 

Dla mnie osobiście jest to nie tylko autobiografia kobiety, ale książka ukazująca siłę macierzyństwa. Gdy życie jej dziecka także staje się zagrożone, postanawia odejść. W oparciu o jej historię można stworzyć schemat toksycznego związku. Jest to przestroga dla kobiet, młodych matek. Warto dbać o swoje, a w sytuacjach podobnych sięgnąć po pomoc. Nie pozwolić by dziecko było traktowane jako "karta przetargowa".

Nie mogę powiedzieć, że książka jest dobra, bo czuję się dziwnie myśląc o tym, że historia wydarzyła się naprawdę. Jest napewno poruszająca, ale jednocześnie ciężka, szokująca i tragiczna.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Witam!

Najtrudniej jest zacząć. Ja zacznę od tego, że ostatnio mam zbyt dużo czasu wolnego i zastanawiałam się jak go spożytkować. Pomysł trochę podsunął mi mój chłopak, jednak recenzjowanie książek na YouTubie nie spodobalo mi się, poza tym nie jestem zbyt dobrą mówczynią. No a blogów w tej tematyce jest mnóstwo. Po namyśle uznałam jednak, że z pasji z czasów dzieciństwa kontynuuję tylko te dwie: czytanie i pisanie. So, let's go!

Od 2,5 roku mieszkam w Anglii, w małym, uroczym miasteczku w hrabstwie Cheshire. Razem z moim chłopakiem, w pobliżu mam także trójkę swojego rodzeństwa. Przyleciałam tutaj z naprawdę małym bagażem, a co najgorsze nie było w nim żadnych książek. W tamtych czasach mogłam liczyć jedynie na bibliotekę, nie stać mnie był na kupowanie książek. Na szczęście okazało się, że współlokatorka mojego brata posiada skromną biblioteczkę i chętnie podzieliła się ze mną książkami. Co prawda, na początku dużo pracowałam, ale zawsze znajdzie się czas na przyjemności!

Przez ostatnie dwa lata pracowałam jedynie w weekendy, więc czasu na czytanie miałam mnóstwo. W międzyczasie próbowałam swoich sił w pisaniu, jednak nic z tego nie doczekało się zakończeń.
Aktualnie nie pracuję, moja biblioteczka z każdym wyjazdem na urlop do Polski się powiększa, a ucieszyłam się ogromnie gdy odkryłam ile sklepów internetowych jest tutaj w Anglii z polskimi książkami!



Zawsze marzyłam o napisaniu własnej książki, ale myślę, że na to mam jeszcze czas, jestem jeszcze młoda, a więc wszystko przede mną. Jak wiecie, próbowałam już swoich sił, na poważnie zaczęłam już w szkole średniej. Największe moje dzieło zginęło wraz ze spalonym dyskiem, a te drobniejsze pisane w zeszytach zginęły śmiercią tragiczną, płonąc żywcem w piecu kaflowym w moim domu rodzinnym. Nie pytajcie dlaczego je spaliłam, nie wiem, możliwe, że podczas porządków miałam gorszy dzień... :)

Uważam, że pisząc nie tylko do szuflady, będę bardziej zmotywowana, no i pojawi się w moim życiu jakaś regularność. Tego mi brakuje. Zdarza się, że zacznę coś pisać, zostawiam to i wracając po czasie nie wiem co mogłoby być dalej, ani czy to w ogóle jest dobre. Z książkami bywa podobnie, jednak tutaj pojawia się leniuszek mówiący "hej, dawno nie obejrzałaś żadnego filmu" lub "ta książka jest za gruba". W rzeczywistości gdy już zacznę, odpływam.

Jeszcze parę słów na temat mojego nicka Red-nails. Gdy mniej więcej pięć lat temu założyłam któregoś z kolei bloga stricte mojego życia uczuciowego i codziennego uznałam, że ta nazwa jest idealna i kobieca. Moim znakiem rozpoznawczym był czerwony lakier na paznokciach. Dziś już bywa bardziej kolorowo, ale sentyment został.

Z pierwszym postem zapraszam Was serdecznie do czytania i odwiedzania mojego książkowego bloga! Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawicie po sobie jakiś ślad. :)
Pozdrawiam i zapraszam jeszcze raz!