czwartek, 11 sierpnia 2016

Trzeci - "Jedna noc"

28 kwietnia, piątek




Wjechałem na autostradę czując, że zamknąłem kolejny rozdział w swoim życiu. Od domu dzieliło mnie jakieś trzydzieści kilometrów. Bagażnik zrobił się lżejszy po opróżnieniu pudeł. Zabawne, bo tak samo czułem się wewnątrz siebie. Lekko. Ale gdzieś w głębi wiedziałem, że postępuję egoistycznie. Przeszłość zawsze wraca i ja zdawałem sobie sprawę, że jeszcze nie raz będę musiał się z nią zmierzyć. Że szukam szczęścia, chcę zacząć nowe życie, a przecież ona wciąż jest. Owszem, otworzyłem nowy rozdział. Ale wciąż musiałem bazować na wydarzeniach z poprzednich kart.
Gdy oznajmiłem im, że wyprowadzam się do sąsiedniego miasta widziałem jak oszukują siebie samych i mnie twierdząc, że mam prawo ułożyć sobie życie. Ale widziałem też to spojrzenie, które mówiło mi, że jestem tchórzem. Zwyczajnie uciekam. Tak nie powinien postępować prawdziwy mężczyzna.
Tylko pytanie, jak powinien?
Nikt nie potrafił mi poradzić. Ja nie dawałem już rady, na początku wierzyłem w te dwa słowa: “będzie dobrze”. Po jakimś czasie przestałem. Stałem się na nie odporny. Wreszcie całkowicie wyeliminowałem je ze swojego zasobu słów.
Do czasu aż stwierdziłem, że nie mogę tak żyć zawsze. A raczej egzystować. 
Nowe miejsce, inni ludzie, praca w nocy. Uznałem, że tylko to mogło mi pomóc. I tak zrobiłem. Sprzedałem mieszkanie w centrum miasta, kupiłem dom na obrzeżach. Zmieniłem pracę i otoczenie.
Dziś oddałem jej rzeczy, które przywiozłem ze sobą. Po cholerę, nie wiem. A może po prostu nie chciałem ich wyrzucać bezmyślnie. Posegregowane, niezniszczone oddałem w ręce Klary. Chyba jedyna stała po mojej stronie. Albo tylko mi się wydawało. Nie wiem czy ktokolwiek był w stanie mnie zrozumieć. 
I choć odcięcie i udawanie, że jest w porządku wydawało się najlepszym sposobem, to i tak nie gwarantowało mi tego, czego szukałem. 
Zaparkowałem samochód pod domem i dopiero teraz poczułem jak bardzo zmęczony jestem. Udałem się do Klary zaraz po pracy. Brak snu i odpoczynku dawały się we znaki. Miałem nadzieję, że wreszcie zasnę bez niepotrzebnych myśli.
Home, sweet home...


czwartek, 4 sierpnia 2016

Drugi - "Jedna noc"


27 kwietnia, środa


Cały ranek obiecałam sobie, że gdy Blanka zaśnie i ja utnę sobie małą drzemkę by nabrać siły na resztę dnia, jednak pogoda była tak piękna, że postanowiłam zrelaksować się na drewnianej huśtawce ogrodowej, którą dziesięć lat temu zrobił mój dziadek. Zawsze mi o nim przypominała. Uwielbiałam na niej przesiadywać, gdy przychodziłam do dziadków. Chyba każdy lubił. Kiedyś stały przy niej jeszcze drewniany  stolik i dwa krzesła, które też wykonał mój dziadek stolarz, ale teraz stał w garażu, a na nim jakieś skrzynki z narzędziami Karola. 
Po śmierci dziadka i babci odziedziczyłam ten dom. I byłam im wdzięczna za to, że podarowali mi kawałek miejsca na ziemi. Co wieczór dziękowałam im z to, mając nadzieję, że słyszą moje myśli tam na górze.
     Moja matka większość życia spędziła w szpitalu, jako chirurg, a ojciec był zawieszony pomiędzy swoim światem chemika, wykładając na uniwersytecie, a rodziną, więc dużo czasu spędzałam z dziadkami. Tutaj, w moim własnym już domu. Byłam ich jedyną wnuczką. Chyba dlatego kochali mnie ze zdwojoną siłą, a ja wciąż tęskniłam tak samo mocno. 
Zaparzyłam drugą już dzisiaj kawę i sięgnęłam po książkę Lisy Gardner „Kochać mocniej” mając nadzieję, że uda mi się zanurzyć w kryminalnej powieści, chociaż na godzinę. Jednak nim otworzyłam lekturę, wystawiłam twarz ku słońcu przymykając powieki. Tego mi brakowało. 
Ciszy, spokoju i słońca. 
- Dzień dobry – usłyszałam nieco zaspany głos sąsiada.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nowego z białym kubkiem kawy w ręku. Stał oparty o plastikowy czarny stół pozostawiony przez poprzednich lokatorów. Ubrany w jasne sprane dżinsy i niebieską flanelową koszulę, pod która bez wątpienia skrywał umięśnione ciało, wyglądał niczym bohater amerykańskiego filmu. 
- Dzień dobry – uśmiechnęłam się. 
- Jak córeczka?
- Już lepiej. Właśnie śpi. W końcu udało mi się przespać aż pół nocy. 
- Uroki macierzyństwa? – Spytał zamyślony, po czym lekko potrząsnął kubkiem kawy i napił się.
- Jeden z wielu – odparłam. - Dobrze, że dzieci czasem decydują się zasnąć wtedy można pozwolić sobie na chwilę relaksu.
- Bardziej docenia się wtedy takie momenty.
- O tak. A ty masz dzieci? 
Choć byłam już pewna, że mieszka sam, a na palcu nie nosi obrączki, to nie znaczyło, że właśnie tutaj rozpoczyna drugie życie, a gdzieś tam żyje jego była kobieta i być może dzieci. Wyglądał na starszego ode mnie. Ten scenariusz nawet pasował do mężczyzny, który postanowił zakupić mały domek na osiedlu oddalonym od tętniącego życiem miasta, gdzie większość mieszkańców była grubo po pięćdziesiątce.
- Nie, ale mój brat ma. Czasem jego żona opowiadała o tych urokach, gdy rozmawiamy przez Skype – uśmiechnął się. – Mieszkają w Kanadzie.
- To daleko. 
- Mieszka tam też mój ojciec. Większość krewnych, choć nie mam ich za wielu. Tato jest jedynakiem, mama też była. 
- Więc co ty robisz w Polsce?
- Żyję, pracuję. Tutaj jest moje miejsce. Mimo że jestem sam – wziął głęboki oddech i wbił wzrok w czubek swoich czarnych trampek. 
-Czym się zajmujesz? – Miałam wrażenie, że jestem nieco ciekawska, ale od zawsze lubiłam zadawać dużo pytań. A ostatnimi czasy nie miałam za bardzo komu.
- Jestem informatykiem. Pracuję w firmie telekomunikacyjnej... – mówił o tym przez chwilę, ale uśmiechnął się zorientowawszy, że kontynuowanie tego, co robi dokładniej jako administrator systemu nie ma sensu, bo informatyka jest dla mnie czarną magią. – A Ty, czym się zajmowałaś zanim stałaś się mamą?
Swoją drogą, nie sądziłam, że informatycy mogą być tak przystojni. Do tej pory kojarzyli mi się z wychudzonymi okularnikami w obciachowych ciuchach po dziadku. I nawet nie przeszkadzało mi, że mówi o czymś co jest dla mnie obce. Po prostu chłonęłam każde jego słowo, jakby na zapas. Gdybym kiedyś znowu miała czuć się wyalienowana w własnym domu.
- Pracowałam jako przedszkolanka. Niezbyt skomplikowane.
- Przypuszczam, że czasem grupka dzieciaków jest tak samo trudna do ogarnięcia jak informatyka.
- Do tej pory trafiałam na spokojne grupy.
- Czy były to niemowlęta?
Roześmiałam się mając nadzieję, że mój śmiech nie dotarł do domu i nie zbudził Blanki ani śpiącego Karola po pracy. 
- Nie, trzylatki. Uwierz potrafią być bardziej spokojne niż niemowlęta, a przynajmniej większość z nich potrafi określić, dlaczego płacze.
- I śpią w nocy. 
- Zapewne tak – spojrzałam na niego przepraszająco, bo na samo wspomnienie o spaniu zaczęłam ziewać. W dodatku usłyszałam jak Karol otwiera drzwi od łazienki. Mimo, że nie robiłam niczego złego nie chciałam by zastał mnie rozmawiającą z nowym, przystojnym sąsiadem. A może bardziej obawiałam się, że wyjdzie na zewnątrz i powie coś głupiego. – Pójdę sprawdzić czy Blanka się nie zbudziła. Miłego dnia.
Ostatnie zdanie niemal wyszeptałam. Zabrałam ze sobą kubek z zimną i niedopitą kawą wylewając ją do zlewu. Widziałam jeszcze jak Adam odprowadza mnie wzrokiem, zdecydowanie niezadowolony, że postanowiłam już pójść. Karol stał przy lodówce popijając mleko z kartonu. Spojrzałam na niego. Próbowałam przypomnieć sobie, kiedy ostatnio przytulił mnie na powitanie, albo powiedział zwykłe cześć, nie wspominając już o buziaku. Nasze małżeństwo zaczęło się zwężać jedynie do wspólnego mieszkania, wspólnego łóżka, które służyło już jedynie do spania i wspólnych odwiedzin rodziców. Nic poza. Żadnych spontanów, chwil uniesienia. Nic. 
Nawet teraz. Jakby mnie nie było. Zero reakcji.
- Jak było w pracy? 
Moje pytanie totalnie go zaskoczyło. 
- W porządku – odparł sięgając po bagietkę. 
Oczekiwałam jakiegoś pytania zwrotnego. Jednak nic. Zero. Jakbym w ogóle już go nie obchodziła.
- Tak, Blanka nie spała w nocy, ale to nic, kolejna noc nieprzespana. Która z kolei? Już nie wiem. Czuję się źle, ale dziękuję, że pytasz.
Nóż, którym smarował bagietkę wypadł mu z dłoni na podłogę. Odwrócił  się patrząc na mnie tępym wzrokiem, a ja czekałam na płacz Blanki. Brzęk upadającego sztućca na pewno ją zbudził. Jednak zanim to nastąpiło usłyszałam jego pretensjonalny ton głosu:
-O co ci chodzi? Byłem w pracy i dopiero, co otworzyłem oczy. Myślałem, że wiesz, z czym wiąże się macierzyństwo.
- A czy tacierzyństwo nie istnieje? – Syknęłam udając się do małej.
Nici z relaksu i książki, nici też z drzemki. Pokłóciłam się z mężem, ale przynajmniej porozmawiałam chwilę z sąsiadem. Zawsze to jakiś miły akcent w ciągu dnia.




Pierwsza wiosenna burza właśnie dobiegła końca. Na dworze było niemal cicho, od czasu do czasu słychać krople deszczu odbijające się od okna. Zbliżała się dwudziesta, Blanka zasnęła, a jedyne, na co miałam ochotę to gorąca kąpiel. Nie mogłam pozwolić sobie na nią, gdy byłam sama w domu, bo nie miałam pewności, że mała się nie zbudzi, gdy tylko zmoczę palce stóp w wodzie. Karol miał wolny dzień, więc nic nie stało na przeszkodzie. I pomyśleć, że zwykłe czynności kiedyś, podczas macierzyństwa zamieniają się w wyzwanie. Wyjęłam czysty ręcznik z szafy i weszłam do salonu gdzie mój mąż leżał na kanapie oglądając mecz piłki nożnej. 
- Idę wziąć kąpiel. Gdyby Blanka się przebudziła, zajrzysz do niej? – Spytałam cicho stojąc tuż za nim i malując kółka opuszkami palców prawej ręki na oparciu sofy.
- Jasne, ale pospiesz się, bo za dwadzieścia minut wychodzę – rzucił mi krótkie spojrzenie.
- Wychodzisz?
- Umówiłem się z Pawłem w pubie. Postaram się wrócić w miarę szybko.
Paweł to jego kumpel  jeszcze z czasów podstawówki. Lubię go i nie mam nic przeciwko, ale widziałam go już tak dawno jak zapewne dawno widział go Karol. To oczywiste, że w końcu kiedyś musieli się znowu spotkać. Gdy się poznaliśmy wychodził z nami w każdy weekend. Byli trochę jak Flip i Flap, ale po naszym ślubie i przyjściu na świat Blanki, ich wyjścia na piwo stały się coraz rzadsze. Jednak zdziwiło mnie, że wybrali sobie środowy wieczór. 
Karol odwrócił się ponownie patrząc na mnie już nie zdawkowo, ale uważniej.
- Coś nie gra? Tylko jedno piwo.
- A kiedy mnie poświęcisz wolny wieczór? 
Nie podobało mi się, w jakim kierunku podążało nasze małżeństwo. Kiedyś nie musiałam go pytać czy spędzi ze mną wieczór. A jeszcze bardziej nie podobało mi się to, że nasze poranne spięcie dla niego już nie istniało. Żadnego powrotu do tematu, rozmowy, pogodzenia. 
Karol roześmiał się i wstając ze sofy zmierzwił moje jasne blond włosy w odcieniu popielu. 
- Wrócę niebawem – odparł znikając w kuchni. 
Wiedziałam dobrze, że jeśli powiedział, że wychodzi za 20 minut to tak zrobi, ani nie wcześniej ani nie później. Czas mojej kąpieli wyraźnie się skrócił. Byłam zła, bo  całym popołudniem wyobrażałam sobie jak godzimy się wieczorem, jemy kolację, pijemy wino i idziemy do łóżka, a jeśli wszystko poszłoby po mojej myśli, to moje wyobrażenia zmieniłby kolejność. Ruszyłam za nim.
- Pamiętasz, kiedy ostatnio się kochaliśmy? – Skrzyżowałam dłonie na piersiach.
Cała sytuacja widocznie go bawiła, na jego twarzy widniał idiotyczny uśmiech. Zmrużył oczy udając, że myśli.
- Bawi cię to, prawda? 
- Nigdy nie sądziłem, że kiedyś będziesz się domagać seksu. Do tej pory było wręcz odwrotnie – nalał wody do szklanki i wypił ją duszkiem.
- Tutaj nie chodzi tylko o seks Karol – powiedziałam stanowczo, a on spojrzał na mnie pretensjonalnie. – Brakuje mi ciebie, wspólnych chwil, rozmów. Czuję się jakbym była zamknięta w klatce. 
- Nie planowaliśmy dziecka, ale ktoś musi być w domu, a ktoś pracować. Nigdy nie będzie już jak dawniej, pogódź się. 
Westchnęłam z rezygnacją. Wciąż nie pojmował, co miałam na myśli, albo tylko udawał. Czułam się kompletnie zignorowana. Postawiona poza nawiasem. 
      -Ale czy to znaczy, że ma być tak nijak?
Karol żałośnie przewrócił oczami.
- Życie.
- Wpadliśmy w rutynę...
- Luiza, do cholery, przestań mi tu nawijać o jakiejś rutynie! – Wrzucił szklankę do pustego zlewu jakby była co najmniej z papieru. – Pomyśl wreszcie. Jestem zmęczony pracą, biorę dodatkowe godziny żeby niczego nam nie brakowało, a ty wymyślasz tutaj jakieś farmazony.
Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Dla niego to wszystko brednie, a ja głupia proszę się o miłość, na którą on nie ma czasu. 
- Niczego nam nie brakuje, wciąż dostaję zasiłek, mamy własny dom... Te nadgodziny nie są tak konieczne.
- Nie mam ochoty już tego słuchać. Zbieram się do wyjścia, na razie.
Znowu ruszyłam za nim patrząc jak ubiera granatową wiatrówkę, wsuwa czarne air-maxy i trzaskając drzwiami, opuszcza dom bez słowa, bez spojrzenia.
Nienawidziłam takich chwil, gdy wychodził z domu po kłótni bez pogodzenia się. Zdarzyło nam się to może raz, albo dwa i to w czasie, gdy byłam w ciąży i buzowały we mnie hormony. Wkurzałam go i wiedziałam o tym, że wtedy moje zachowanie było bezsensowne. Dzisiaj wiem, że mam rację i nie są to żadne dyrdymały. Po prostu uciekł przed byciem szczerym i albo już mu na mnie nie zależało albo... sama nie wiem jak to tłumaczyć. 
 Oparłam się o ścianę w przedpokoju starając się uspokoić. Byłam cała w nerwach. W salonie otwarłam szufladę z ważnymi dokumentami i wyjęłam ukrytą paczkę papierosów miętowych. 
Zanim zaszłam w ciążę lubiłam od czasu zrelaksować się przy papierosie. Patrzeć na dym, podążać za nim, wychwytywać moment jak znika. Iluzja. Zrezygnowałam z nich całkowicie, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, ale zawsze miałam ukrytą tę paczkę. Na czarną godzinę. I chyba teraz właśnie nadeszła.
Zerknęłam do Blanki. Wciąż spała spokojnie. Zostawiłam uchylone drzwi i usiadłam na huśtawce w ogródku, wcześniej sprawdzając czy nie jest mokra od deszczu. Odpaliłam papierosa czując się jak nastolatka, która robi coś złego, a co jednocześnie daje jej przyjemność. 
Oczy miałam lekko wilgotne od łez. Dym zaczął mnie szczypać. Odzwyczaiłam się. 
- Nie do twarzy ci z papierosem – usłyszałam po drugim zakrztuszeniu się dymem.
- Naprawdę? – Spytałam z sarkazmem w głosie.
- Generalnie uważam, że kobieta i papieros to złe połączenie – nowy sąsiad odpowiedział spokojnie kładąc karton pełen książek i płyt CD na stole.
W ogóle mnie to nie obchodziło, co myślał. Nie miałam ochoty na dyskusję, co jest dobre, a co złe i co przystoi mężczyznom, a co kobietom nie, jednak, gdy zobaczyłam jego szczery uśmiech, zmiękłam i przestałam mieć ochotę na bycie niemiłą. 
- W zasadzie nie palę prawie od 2 lat, po prostu się zdenerwowałam – zgasiłam papierosa o mokrą kostkę brukową starając się uśmiechnąć, ale marnie mi to wychodziło.
- Coś się stało? – Spytał zaklejając karton taśmą. 
- Nic takiego, mała sprzeczka z mężem – wzruszam ramionami.
Przytaknął głową ze zrozumieniem, a ja uświadomiłam, że pewnie nie jest w garażu od paru minut, a dłużej i zapewne słyszał podniesione głosy przez uchylone okno w kuchni, a potem trzaśnięcie drzwi i odjeżdżający samochód.
Przeklęłam pod nosem, co odwróciło jego uwagę od klejenia kartonu. Uzmysłowiłam sobie, że Karol pojechał samochodem, a przecież miał spotkać się z Pawłem przy piwie. Miałam nadzieję, że wróci taksówką.
- W porządku? 
- Tak. I nie – dodałam po chwili. – Nigdy nie sądziłam, że kryzys małżeński dopadnie nas tak szybko.
  Z głębi garażu dochodziła cicha muzyka. Piosenka Kings of Lyon „Pyro” idealnie pasowała do ciszy po burzy.
- To poważna sprawa – przyznał, po czym przerwał zębami taśmę klejącą i spojrzał jednocześnie  w moim kierunku. Sama nie wiedziałam czemu, ale ta zwykła czynność wydała się być dla mnie tak zniewalająca, że czułam jak się zarumieniłam. Albo po prostu zaczynałam wariować z braku bliskości z mężem i dostrzegałam atrakcyjne aspekty nawet w prostych rzeczach.
- Nie dla mojego męża. Według niego wszystko jest w porządku.
- Może powinnaś go uświadomić. 
- Próbowałam, ale chyba widziałeś jak to się skończyło. 
Adam napisał coś czarnym markerem na kartonie i umieścił je w bagażniku swojego samochodu, po czym zabrał się za zaklejanie następnego, którego zawartości już nie zdążyłam dostrzec.
- Znowu się przeprowadzasz? – Spytałam przyłapując się na rozżaleniu w głosie.
- To tylko coś w rodzaju porządków. Mam za dużo pierdół – odparł z lekką konsternacją.
Jednak w poprzednim pudle dostrzegłam różowy notatnik i moją ulubioną powieść Cecelii Ahern „Zanim cię poznałam”. Nie sądziłam, że jakikolwiek facet lubuje się w tego typu powieściach i kolorach notatników. Wyglądało to na porządki po kobiecie, tylko zastanawiające było to, że wprowadził się tutaj sam, a te rzeczy jakimś cudem się tu z nim znalazły. Zżerała mnie ciekawość, jednak nie chcąc być wścibską sąsiadką spytałam tylko:
- Długo jesteś sam? 
Zaskoczyłam go. Wyglądał jakby nie miał pojęcia, o co pytam, a z domu zaraz wyjdzie jego równie zjawiskowa kobieta. Odwrócił się, znowu przerywając taśmę zębami, czego tym razem nie zobaczyłam, a potem odpowiedział:
- To już jakiś rok. 
Wyraźnie sposępniał, a ja poczułam  się głupio. Widocznie wciąż musiało to być dla niego bolesne, bez względu na to, w jaki sposób i dlaczego odeszła. Choć miałam wrażenie, że od początku w jego sposobie mówienia znajdowała się pewna rezerwa. Bez wątpienia pakowanie rzeczy byłej kobiety może nie należeć do przyjemnych. 
Znowu pomyślałam, że te głupie. Skoro tak długo nie są razem, dlaczego pakuje je teraz? Albo był aż tak sentymentalny i dopiero teraz stwierdził, że pora o niej zapomnieć raz na zawsze, albo... Los sam zmusił go do porządków. Chyba nie chciałam pytać go teraz w jaki sposób się rozstali, bo sądząc po jego smutku na twarzy, on sam też nie za był skory do rozmowy na ten temat. 
- Przepraszam, jestem zbyt ciekawska.
- Nie, to nic złego, że pytasz. Jesteśmy nowymi sąsiadami, normalne, że chcemy coś o sobie wiedzieć. 
Uśmiechnęłam się z wyraźną ulgą. 
- Może powinnaś zaskoczyć jakoś męża, tak wiesz, żeby zobaczył, że wcale nie musi być bezbarwnie, a przy okazji zmięknie – zmienił temat, po czym zamknął bagażnik. Wyglądało na to, że skończył już porządki.
- Cały czas liczyłam na to, że on to zrobi. Może jednak masz rację i powinnam przejąć ster. Tylko, co jeśli to nie podziała?
- Myślę, że powinnaś zmienić tok myślenia na bardziej pozytywny. 
- A jeśli i to nie pomoże to znaczy, że kryzys małżeński jest zaawansowany.
Zabawne jak szybko rozładował napięcie podsuwając mi pomysły na kolację. Okazało się, że poza informatyką lubi też gotować i wie, jakie przyprawy najlepiej wykorzystać do romantycznej kolacji. Powinnam wiedzieć, że gałka muszkatołowa działa w małych ilościach, bo jeśli przesadzę może wywołać halucynacje. A jeśli chcę rozbudzić wyobraźnię to najlepsze będą owoce morza: krewetki lub ostrygi. 
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, aż znowu zaczął padać deszcz, a ja uświadomiłam sobie, że Blanka w tym czasie mogła się obudzić. Pożegnaliśmy  się w pospiechu chowając za drzwiami przed nadchodzącą ulewą.
Na szczęście mała spała słodko jak suseł. Wzięłam szybki prysznic zamiast upragnionej kąpieli i położyłam się wygodnie w łóżku tak by mieć małą na oku. Sobotni wieczór powinien być idealny na kolację dla dwojga. A najlepiej gdyby mama zgodziła się zająć Blanką przez ten czas. Może wreszcie uda mi się rozładować napięcie panujące między nami już od dobrego miesiąca i pokażę mu, że bycie rodzicami nie ogranicza nas w żaden sposób od przyjemności. 
Zasnęłam szybko, lecz obudził mnie Karol wsuwający się do łóżka. Nie miałam pojęcia, która może być godzina. Odwróciłam się w jego stronę, ale położył się plecami do mnie. Lekko go objęłam, kładąc dłoń w okolicy obojczyka, ale nawet nie drgnął. Przybliżyłam się znacznie wtulając twarz w jego plecy i czując jego bicie serca przy swoim policzku. Zwykle nawet po jednym wypitym przez niego piwie wiedziałam, że pił, bo ja sama ograniczałam ilości alkoholu do jak najmniejszych, a więc łatwiej było mi wyczuć jego woń. Dziwne było tylko to, że nie wywęszyłam nic. Nic, poza nieznajomym mi zapachu żelu pod prysznic. Brzoskwinia... Nie lubiłam tego zapachu. I teraz drażnił moje nozdrza. 
Głęboki oddech Karola oznaczał, że zasnął. 
Ja nie mogłam. 
Gwałtownie podniosłam się z łóżka, a potem wolnym i bezszelestnym krokiem udałam się do łazienki. Przejrzałam szafkę z kosmetykami w łazience, ale nie znalazłam niczego, co mogłoby, chociaż trochę przypominać zapachem brzoskwinię.
Wróciłam do łóżka wsłuchując się na przemian w oddechy córki i męża.
Popadałam w paranoję. Zmyślam. Karol miał rację. Mam zbyt dużo czasu na myślenie.

piątek, 29 lipca 2016

Pierwszy - "Jedna noc"

Cześć! 
Dzisiaj startuję z zapowiedzianą nowością. Przed Wami pierwszy rozdział mojego opowiadania, które zaczęłam pisać gdzieś na początku tego roku. Póki co nie szukam sławy i rozgłosu, ale mam nadzieję, że zyskam wiele rad i wskazówek. Miłe bedą pozytywne słowa, a przede wszystkim konstruktywna krytyka. Zawsze, odkąd pamiętam, pisałam wiersze, wierszyki, piosenki, opowiadania i marzyłam o zostaniu pisarką. Życzyła mi tego nawet moja polonistka w szóstej klasie szkoły podstawowej. I to było potwierdzeniem moich umiejętności. Niestety, im więcej przedmiotów i nauki przybywało, tym mniej czasu miałam na pisanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że to co tworzę nie jest najwybitniejszym majstersztykiem, ale potraktuję tego bloga jak szufladę. I do niej będę pisać. Bo: 
"Jak zauważył Roger Zelazny, każdy może zostać powieściopisarzem – wystarczy, że najpierw napisze milion słów szajsu, żeby się nauczyć, jak pisać". - Charles Stross

Miłego czytania!


25 kwietnia, poniedziałek





Mrok w pokoju rozjaśniało wschodzące zza horyzontu słońce. Wstałam, lekko się chwiejąc by zasunąć żaluzje. Widok był piękny, ale nie chciałam żeby promienie słońca zbudziły Blankę – moją siedmiomiesięczną córcię, która przyszła na świat 28 października, 3 dni przed terminem. Kiedy po raz pierwszy trzymałam ją na rękach wiedziałam, że nic lepszego już mnie nie spotka i będę robić wszystko by była szczęśliwa, jak ja dzięki niej.
Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Blanka właśnie zasnęła i z uśmiechem na twarzy słuchałam jej spokojnego oddechu. Marzyłam o chociażby pięciu godzinach snu bez żadnej pobudki, bo od trzech dni spałam na raty. Blanka ząbkowała i najbardziej odczuwałyśmy to w nocy. I nawet, jeśli ona zasnęła na parę godzin, to ja nie mogłam. A gdy już mnie się udało, budził mnie jej płacz. Potrzebowałam maści dla niej, ale od godziny czekałam na odpowiedź od Karola – mojego męża od 15 miesięcy. 
Pobraliśmy się niedługo po tym, gdy dowiedziałam się, że jestem w pierwszym miesiącu ciąży. Nie planowaliśmy tego, ale za to szybko zaplanowaliśmy ślub cywilny. Może zrobiliśmy to zbyt pochopnie, ale uznaliśmy, że skoro dziecko w drodze to chyba najlepszy powód by zostać małżeństwem. Szybkie oświadczyny i stało się. Mimo, że znaliśmy się od roku, a parą byliśmy od ośmiu miesięcy. Nic nie sprawiło bym zastanawiała się nad powiedzeniem tak, ale gdyby oświadczył mi się dzisiaj nie wiem czy byłabym tak zdecydowana. A jeśli tak to tylko dla dobra dziecka, nie dla siebie. Dzisiaj on jest kimś innym niż piętnaście miesięcy temu. 
Wcisnęłam się w jasne dżinsy i włożyłam szarą bluzę na zamek z kapturem. Nalałam wody do dolnej części kawiarki, nasypałam dwie łyżki kawy i oparłam się o blat kuchenny. Miałam nadzieję, że postawi mnie na nogi. Czułam się i zapewne wyglądałam okropnie. Nie miałam czasu nawet spojrzeć w lustro, a może bardziej nie chciałam. Mimo wszystko nie traktowałam tego jak katastrofy. Wiedziałam, że z czasem opieka i wychowywanie dziecka będą mniej odczuwalne fizycznie, bo jeśli chodzi o psychikę, mogłabym przesunąć dla niej góry. 
Karol kończył pracę za półtorej godziny. Gdy kawa się zaparzyła wyszłam z filiżanką na dwór i przykucnęłam przy lekko otwartych drzwiach, jednocześnie nasłuchując czy Blanka się nie obudziła. Świeże powietrze podziałało na mnie jak dziesięć kaw, a świergot ptaków był jak muzyka relaksująca. Upiłam maleńkiego łyka i postawiłam filiżankę na schodku niżej. 
Wyjęłam telefon z kieszeni i połączyłam się z numerem męża. Abonent niedostępny. Pewnie nawet nie odczytał SMS-a, a wątpiłam by po powrocie do domu miał ochotę wracać na miasto do apteki. Przeklęłam pod nosem i po chwili usłyszałam nieznany mi, męski głos:
- Wszystko w porządku? 
Za niewielką furtką, na podwórku obok stał nasz nowy sąsiad, którego miałam przyjemność zobaczyć po raz pierwszy. Ubrany był w białą elegancką koszulę, z nonszalancko rozpiętym górnym guzikiem i ciemne, dżinsy. Na jego twarzy rysowało się zmęczenie, ale nie przeszkadzało to jego nieziemskiej urodzie. Czekoladowe włosy rozwiewał mu ciepły wiatr, a w stalowych oczach dostrzegłam zaciekawienie i coś w stylu troski. Dwudniowy, idealny zarost dodawał mu nonszalancji, a ja czułam się jakby patrzył na mnie najprzystojniejszy aktor Hollywood. 
- Tak – odparłam lekko zażenowana, bo nie wiedzieć, czemu zarumieniłam się. – W zasadzie to nie mogę się dodzwonić do męża. Jest w pracy, a pilnie potrzebuję maści na bolesne ząbkowanie dla córki - wzruszyłam bezradnie ramionami.
- Może mogę jakoś pomóc? Pojadę do apteki. Co trzeba?
Zaniemówiłam na chwilę, bo było to jednocześnie miłe i dziwne. Mogłam odmówić, ale naprawdę nie uwierzyłabym sobie mówiąc, że mój mąż wróci i ją kupi. Nowy sąsiad pewnie by uwierzył, ale ja straciłabym kilka godzin gdybym sama ruszyła na miasto, a musiałabym zabrać Blankę, bo przecież Karol musi się wyspać po pracy. Jakby kilkanaście minut było dla niego całym dniem.  Biedny, nie śpi w nocy. Ja za to wypoczywam na urlopie macierzyńskim i całymi dniami siedzę w domu opiekując się tylko dzieckiem. Tak to widział.
- Naprawdę? – zerknęłam na wyświetlacz telefonu, ale wciąż bez odzewu.
- Pewnie – uśmiechnął się lekko jednocześnie przypatrując mi się z zaciekawieniem.
Zapewne musiałam wyglądać ciekawie po tej nieprzespanej nocy, ale nie sądziłam, że mogę o tej porze spotkać kogoś na podwórku. Zresztą od jakiegoś czasu nie bardzo przejmowałam się tym czy mam makijaż na twarzy, czy oczy są zaczerwienione czy nie, po prostu nie miałam kiedy o tym myśleć. Choć akurat w tym momencie, żałowałam, że nie związałam conajmniej zmierzwionych włosów.
- Nie musisz jechać do pracy? – Spytałam, sądząc po porze i jego ubiorze.
- Wróciłem niedawno – teraz gdy to usłyszałam, dostrzegłam też senność w jego oczach.
- Więc na pewno jesteś zmęczony.
- To tylko chwila, w  drodze do pracy zawsze mijam aptekę czynną 24 godziny, nie zajmie mi to dużo czasu, a naprawdę chcę pomóc. Więc co mam kupić?
Podałam mu nazwę żelu zastanawiając się czy właśnie przed chwilą nie zasnęłam, a to wszystko to sen. Mogłoby się to wydawać dziwne, ale ostatnimi czasy moje życie było tak ubogie w jakiekolwiek zdarzenia i nowych ludzi, że cokolwiek się wydarzyło, nawet błahostka, o której nie pamięta się na koniec dnia, to dla mnie było to sensacją.
- A tak poza tym, to jestem Adam.
- Luiza, miło mi.
- Zaraz będę.
Wymieniliśmy się uśmiechami i nim się obejrzałam wsiadł w swoje czarne BMW, po czym odjechał. Na palcach podreptałam do sypialni i zajrzałam do łóżeczka, ale na szczęście Blanka spała spokojnie. Wróciłam na dwór z pieniędzmi za żel, czekając na pomocnego sąsiada. 
Wprowadził się tutaj zaledwie tydzień temu. Widziałam tylko vana od przeprowadzek i kilku mężczyzn wnoszących pudła do identycznie maleńkiego jak nasz, domku parterowego niczym amerykański bungalow. Do dzisiaj nie wiedziałam, kim są nasi nowi sąsiedzi. Choć nie wydawało mi się, by mieszkał z nim ktoś jeszcze. Dom był zbyt cichy. I nawet przez chwilę zastanawiałam się czy nie wprowadzili się tutaj ludzie bez głosu. Żadnych rozmów, śmiechów, szczekania psa, ani uciążliwego kota na parapecie, tylko dźwięk zamykanych drzwi samochodu. Rzeczywiście słyszałam je też przed czwartą, gdy wrócił z pracy. Ciekawiło mnie, czym się zajmował. Gdyby oceniać po wyglądzie, pewnie był modelem albo aktorem. Z drugiej strony gdyby pracował w tych branżach nie wprowadziłby się na spokojne, zwyczajne osiedle małego miasta. Do domu starszego niż on sam bez widoku na morze albo coś równie wyjątkowego. 
Jednak znając moje tendencje do idealizowania ludzi, wyobrażenie, że zamieszkał obok mnie ktoś niezwykły, nie były prawdziwe. To moja kolejna bajka, byleby coś działo się w tej okolicy, w której z każdym dniem czułam się coraz bardziej zamknięta.
Szczęśliwa i jednocześnie zaniepokojona. Nie tak wyobrażałam sobie życie po urodzeniu dziecka. I nie chodzi mi o nieprzespane noce, o płacz budzący mnie ze snu, o stres, nowe obowiązki. Lecz o to jak zmieniły się moje relacje z mężem. Jak szybko się od siebie oddaliliśmy, jak mało czasu sobie poświęcaliśmy, o jego chłód, obojętność i brak czułości, troski i zainteresowania.
Gdy nowy sąsiad wysiadł z samochodu i ruszył w moim kierunku miałam ochotę zaprosić go na kawę. Miał w oczach tyle dobra i ciepła, że odpędzenie tej myśli było naprawdę ciężkie. Jednak pomyślałam, że może to zbyt wcześnie, a poza tym Karol powinien być w domu za godzinę. Nie chciałam scen. Podziękowałam tylko i wręczyłam pieniądze.
- To drobiazg - machnął dłonią i zrobił kilka kroków, po czym odwrócił się. - Być może kiedyś i ja będę potrzebował pomocy.
- W porządku - zgodziłam się z niechęcią. - Ale jeśli nie nastąpi to w ciągu tygodnia, zapraszam na kawę.
Uśmiechnął się przytakując.
- Ok, w takim razie do widzenia. 
Gdy zniknął za drzwiami swojego domu poczułam lekki niedosyt. Sądziłam, że trochę porozmawiamy. Dowiem się o nim czegoś, a jednocześnie zaspokoję potrzebę przebywania w towarzystwie nowych ludzi. Choć w sumie czego mogłam oczekiwać, był po pracy i mimo swojej uprzejmości, napewno marzył o położeniu się do łóżka. 
Naprawdę zaczynałam czuć się jak odludek. Byłam skazana tylko na męża, nawet moja matka jakby mniej mnie odwiedzała. Gdy byłam w ciąży przychodziła niemal codziennie przed albo po pracy, tak, że czasem miałam jej dosyć. Teraz, gdy bardziej potrzebowałam jej pomocy, nie było jej tak często jakbym chciała. A moja najlepsza przyjaciółka była ostatnio zbyt zajęta przygotowaniami do ślubu i chyba nie mogłam mieć jej za złe, że ma dla mnie mniej czasu. 
Cieszyłam się z każdej sekundy spędzonej z córką jednak potrzebowałam od czasu usłyszeć:  jesteś dzielna, jesteś dobrą matką, jestem z ciebie dumny. 

wtorek, 5 lipca 2016

7. Ups... Back again.

Tak, wiem... Jestem w grupie tych wkurzających blogerek, które pojawiają się i znikają, a na swoim blogu mają milion wpisów o tytule "Wracam" itp. itd. Tych, co za coś się biorą, a nie zamierzają kontynuować. No cóż, pisanie recenzji to jednak nie moja bajka, zdecydowanie wolę je tylko czytać, albo kiedyś pisać. Jednak jeśli czegoś nie spróbujemy, to nie będziemy wiedzieć czy warto, czy lubimy, czy to dla nas. 
Tak więc znowu wracam. 
Chyba znowu będzie tu monotematycznie, ale myślę, że najczęściej i głównie, tematyka będzie podobna. 
Szykuję niemałą nowość. Mam nadzieję, że się spodoba, bo tego jeszcze nie było, mimo że wspomniałam o tym w pierwszym wpisie.

See you soon! 😗😊



czwartek, 2 czerwca 2016

6. Przerwa

Cześć,
z racji, iż u mnie ostatnio urlop za urlopem, mam mniej czasu na pisanie i nieco zaniedbałam bloga. Oczywiście nie czytam wcale mniej niż zwykle, może ciut ciut, ale już po weekendzie uraczę Was kolejną recenzją.

Dwa tygodnie temu odwiedziłam ukochaną Polskę. Komunia brata, ortodonta i inne sprawy, potem powrót do pracy i kolejny wypad. Tym razem do pięknej, bajkowej Anglii. Momentami czułam się jak w słonecznej Hiszpanii. Aż stwierdziłam, że muszę się pochwalić zdjęciami.


 Betws-y-coed
Tak wyglądała wioska gdzie nocowaliśmy. Wszedzie męczące owce, świergot ptaków, pełno zieleni, zapierające dech w piersiach widoki i zero zasięgu... Tylko dostęp do Wifi w hotelu. :D Tak czy siak, idealne miejsce do zresetowania.





Trochę spacerowania po okolicach. :)



Dzięki uprzejmości gospodarza moglismy upiec polską kiełbaskę na grillu, a przy takich widokach jedliśmy kolację na dworze. <3





Nastepnego dnia udaliśmy się ku wybrzeżom Snowdonii, uraczając się po drodzę naprawdę pięknymi pejzażami. Było dosyć wietrznie, ale potem...











Temperatura totalnie się zmieniła i zanim rozłożyłam się na kocu na plaży w Barmouth, musiałam zwiedzić pobliskie bazarki w poszukiwaniu krótkich spodenek i japonek. Udało się i nawet zyskałam lekką opaleniznę. Pogoda niczym nie przypominała tej typowo angielskiej. 








 A na deser, odwiedziliśmy urocze miasteczko Conwy, tuż przy słynnym Llandudno. Głównym punktem był Zamek Conwy z XIII wieku. Nie zwiedzaliśmy wnętrza, ale widoki na zewnatrz były naprawdę mega bajeczne. 
Walia to  celtycka kraina historyczna i naprawdę cudowny kawałek Europy. Polecam szczególnie fanom historii, bo znajduję się tutaj naprawdę wiele megalitycznych budowli. Ale też ze wzgędu na piękne widoki. Można się zakochać.

Do następnej recenzji!